Praca zdalna – nie tylko w czasie pandemii


Chciałam Was zaprosić do zapoznania się z materiałem, który przygotowała dla Was Maggie Johnson. Powstał on po krótkiej wymianie maili na samym początku pandemii.
Maggie wyraziła zgodę na tłumaczenie i udostępnienie Wam tego artykułu.

Dodam tylko, że ten materiał to jest SUPLEMENT do książki, a nie samodzielny 4 stronicowy kurs „jak pokonać MW”. Musicie wiedzieć czym jest obciążenie komunikacyjne, jakie są etapy swobodnego mówienia itd. Nie oszukujcie się, że da się bez tego. To tylko dodatek na czas izolacji, nauczania zdalnego. Oczywiście można wykorzystywać do pracy na odległość z rodziną, czy znajomymi również w innych okolicznościach. Czekam na Wasze opinie, komentarze. Jeśli coś jest niejasne to pytajcie na grupie wsparcia https://www.facebook.com/groups/malymi.krokami.
Wszystko wyjaśnię lub odeślę do najlepszej książki o mutyzmie wybiórczym.

Dziękuję Alicji Pałac-Nożewskiej za pomoc w tłumaczeniu i pierwsze czytanie. Wybaczcie mi nieco koślawy język. Tłumacz ze mnie żaden.

Dokument możesz pobrać TUTAJ

Łagodna Adaptacja- czyli jak zmieniłam bieg wydarzeń

Wakacje 2019. „Niedługo mój Pierworodny pójdzie do przedszkola. O mój Boże, jak ja to przeżyję? Będzie ciężko! Na pewno będzie ciężko! Będzie płakał, a ja nie dam rady go tam zostawić! „… – Tak brzmiał mój wewnętrzny głos, który tak naprawdę był mieszanką wielu komentarzy, wypowiadanych kiedyś przez osoby postronne,ale i mieszanką moich lęków. Że jak synek jest ze mną w domu do 3 roku życia, to ciężej mu będzie w przedszkolu. Tym bardziej, że jest wrażliwy. Synuś Mamusi.

Ja też czułam to wewnętrznie. Ale coś mi podpowadało, że musi być jakiś sposób, że adaptacja do przedszkola zależy od wielu czynników, ale przede wszystkim od przygotowania do zmiany. Ogromnej zmiany. Ale lęk i tak narastał.

Tak właśnie wyglądały moje ostatnie wakacje. Ogromny lęk. Postanowiłam coś z tym zrobić, żeby mną nie zawładnął. Poradziłam sobie na tamten moment najlepiej jak potrafiłam.

Zaczęłam od wiedzy. Czy jest jakiś inny sposób na adaptację? Żeby przebiegła łagodnie?
Kilka miesięcy wcześniej zakupiłam książkę Agnieszki Stein „Akcja Adaptacja”. Ale mój lęk kazał mi odkładać czytanie. Ból brzucha towarzyszył każdej myśli o tym, żeby zacząć od dziś… Dlatego zaczęłam unikać tematu, aż do momentu, w którym musiałam się tym zająć.

Sierpień. Bóle brzucha nasilały się przy każdym przeczytanym rozdziale, ale z drugiej strony pojawiała się alternatywa. To nie musi wyglądać tak, jak wygląda w wielu przedszkolach. Okazało się, że mam prawo przeprowadzić adaptację na swoich zasadach, jeśli placówka nie proponuje rodzicom łagodnej formy oswajania przedszkola. Zrozumiałam, że adaptacją mogę zarządzać ja. I nie oznaczało to wcale „przeszkadzania” Paniom w wykonaniu ich codziennej pracy.

Wertowałam Internet w poszukiwaniu rzetelnych artykułów, pisanych przez psychologów dziecięcych, specjalistów od self-reg. Znalazłam wiele ciekawych pozycji, dzięki którym mój ból brzucha delikatnie łagodniał. Nie wiedząc jeszcze wtedy o mutyzmie wybiórczym mojego Pierworodnego, małymi krokami rozpracowywałam lęki moje i dziecka.

Kiedy poczułam się w miarę pewnie w teorii, postanowiłam przejść do praktyki. Na spotkaniu z kadrą przedszkola poprosiłam o dzień adaptacyjny, aby dzieci mogły poznać salę, wejść tam z rodzicami, podotykać zabawek i zobaczyć swojego wychowawcę.

To był strzał w dziesiątkę. Synek po tych dwóch godzinach spędzonych w placówce stwierdził pierwszy raz, że chce chodzić do przedszkola.
Ufff. Jeden zero.

Przy każdej okazji robiliśmy zdjęcia okolicy, naszych wycieczek rowerowych i za radą Agnieszki Stein zrobiliśmy z nich „książkę” o naszym przedszkolu. Natrafiłam również na wspaniały kurs online o macierzyństwie, adaptacji i matczynych lękach. Że należy zacząć od siebie. Ten kurs otworzył mi oczy.
Zauważyłam pozytywne strony tej sytuacji. Że będę miała czas na kawę i zabawy z młodszym synkiem. Że będę mogła”odsapnąć”.

Początek września. Brzuch bolał nadal,ale czułam się przygotowana wzorowo. Na pamięć uczyłam się jeszcze 7 zdań, których można użyć, jeśli ktoś będzie próbował wyrwać mi dziecko z rąk. Zrobiłam notatki z książki, żeby móc do nich wracać w każdej chwili. Uprzedziłam też Panią, że będę siedziała w szatni, a Synek będzie zostawał w przedszkolu najpierw godzinę,później dwie. Że małymi krokami przez to przejdziemy. Bez dantejskich scen, które rozgrywają się na początku września w większości przedszkoli.

Synek poradził sobie wspaniale. Pomimo mutyzmu wybiórczego, czyli lęku przez mówieniem do osób spoza swojej strefy komfortu. Dał mi buziaka, „przytulaska”. I wszedł.

Na pewno było to ogromne wyzwanie, ale zaskoczył nas wszystkich swoją odwagą. Byłam dumna z niego, ale przede wszystkim byłam dumna z siebie. Że tak wspaniale się do tego przygotowałam,że przygotowałam dziecko. Zapewnialam go, że będę w szatni i tam byłam.

Mąż któregoś razu powiedział:”Przecież możesz wrócić do domu, nie zauważy”. Ale ja wiedziałam, że to kwestia zaufania. I nie mogę go zawieźć. Po tygodniu Synek sam zaproponował, żebym posiedziała w szatni 10 minut, a później mogę jechać do domu. Aż w końcu został zupełnie sam.

Adaptacja w naszym przypadku trwała około dwóch tygodni.
Przyznam szczerze, że do dziś mam ciarki na plecach, jak przypomnę sobie ten pierwszy dzień. Płacz za drzwiami, przerażenie, że to może być mój kochany, maleńki Synek. Rodzice, którzy zawstydzali dzieci i wbijali je w poczucie winy:”No miałeś przecież wejść! Mówiłeś że zostaniesz! Taki duży i płacze?!”. Nie mogłam tego słuchać… A wystarczyło zaakceptować emocje, nazwać je i zrozumieć, a także zapewnić o swoim wsparciu i powrocie. Albo usiąść w tej szatni jak ja.

Byłam jedyną mamą, która tak robiła. Czułam na sobie wzrok nauczycieli. Kiedyś usłyszałam nawet od jednego z nich, „A to trzeba tak siedzieć?”. „Tak, trzeba”- powiedziałam. Tak trzeba było postąpić.

Pomimo tego, że u mojego Syna po dwóch miesiącach pobytu w przedszkolu zdiagnozowano Mutyzm Wybiórczy, radzi sobie i idzie do przodu. Wiem, że pomogłam mu obniżyć ten lęk własnie na początku, podczas adaptacji. Że teraz, przy terapii małych kroków według Maggie Johnson, zbieramy tego plony, bo idzie nam bardzo dobrze. Ale to znowu moja praca, wiedza, ale i błędy.

I tak do końca świata 😉

Malwina W., Mama A.

Oswajanie…

Od wczoraj mieszka z nami 11 tygodniowa kotka – dachowiec.  Została przygarnięta do adopcji. Braliśmy ją w ciemno – powiedziałam, ze zwierzę to nie mebel i co dostaniemy, to pokochamy jak własne. Nie chciałam wybierać.

Kiedy przyjechała do nas wczoraj razem z Suzan, która z ramienia organizacji podpisywała z nami umowę o adopcji, zostałam poinstruowana jak mam ją karmić, dbać o sierść i kiedy wykonać kolejne szczepienie.

Następnie padło pytanie czy są w domu inne zwierzęta? Oczywiście powiedziałam – mamy jeszcze psa Golden Retrievera.
Suzan zaczęła mi opowiadać o tym jak mam oswoić psa i kota, ale zanim się rozkręciła na dobre to powiedziałam, ze ja wiem jak to robić.
Zaciekawiona spytała – a skąd Ty to wiesz? No i tutaj zaczęłam mój wykład pt. „Mutyzm wybiórczy jako zaburzenie lękowe”. Suzan od razu zauważyła w swoim otoczeniu takie dzieci i powiedziała: a ja myślałam, że to nieśmiałość, ale on się nigdy do nikogo w szkole nie odezwał…

Suzan zwróciła sie wtedy do kotki: „słuchaj, zostajesz w rękach eksperta. Nic tu po mnie. Jestem spokojna, że będziesz w dobrym domu. Bądź grzeczna i nie przynieś mi wstydu.”

Dzieci nie wiedziały nic o nowym kocie, wiec kiedy wczoraj wróciły ze szkoły radości nie było końca. Myślę, ze ten kot w sposób pozytywny wpłynie na nasze życie. Takie zmiany są dobre 🙂

Oswajanie nadal trwa 😀 Pojęcia nie macie jak M (11,wxMW) rozumie lęk kotki przed psem i jak dobrze wie, jak trzeba im pomóc oswoić się – kroczek po kroczku.

PS Nadal jest bezimienna!

Ogólnopolska Konferencja „Zagubione w milczeniu”

30 listopada 2018 roku brałam udział jako prelegent w Ogólnopolskiej Konferencji „Zagubione w milczeniu”. Kiedy kilka tygodni wcześniej otrzymałam zaproszenie do udziału w konferencji i zobaczyłam kto ma występować tego samego dnia mój mąż powiedział żartobliwie: chociaż się ładnie ubierz :). Oczywiście miał na myśli to, że nie mam przed nazwiskiem ani jednej litery, a niektóre z wymienionych osób miały ich całe mnówstwo.

Pomyślałam, ze skupię sie w moim wystąpieniu na tak bardzo słabo rozumianym: aspekcie lęku. Zrozumienia, że mutyzm wybiórczy to zaburzenie lękowe i tak jest klasyfiowane w najnowszej klasyfikacji DSM 5 (a ja jako mama wiem, co to jest).
Moje dziecko pokonało mutyzm wybiórczy, kiedy przestała bać się mówić. Wiem, ze w Polsce (i na całym świecie) jest bardzo dużo mitów o tym zaburzeniu. Teraz już wiem z czego one wynikają, a wszystko rozpoczęło się tuż po wykładzie Pani doktor (lek,med.) Joanny Boroń-Zyss.
Wykład pani psychiatry (specjalisty psychiatrii dzieci i młodzieży) wyjaśnił dobrze uczestnikom jak powinien wyglądać proces diagnozy i na czym powinna polegać terapia mutyzmu wybiórczego. Cieszyłam się bo wykład zgadzał się z tym o czym czytałam w podręcznikach anglojęzycznych.

Na uwagę zasługują jeszcze dwa wykłady Pani Alicji  Iwanowskiej oraz Pani Barbary Jedynak.
Pani Basia ujęła moje serce przyznaniem się do wielu błędów, które popełniła, co tylko pokazuje jak bardzo konieczne jest szerzenie rzetelnej wiedzy. Pokazuje również jej pokorę i zdolność do refleksji, która często nie idzie w parze ze snobizmem specjalistów.
Pani Alicja pokazała jak pracuje z dziećmi i widać było, że robi to rewelacyjnie, jak prawdziwy specjalista z ogromną pasją.

Wykłady rodziców były wzruszające i ich odbiór był bardzo dobry.
Ja skupiłam się na mitach, ale nie spodziewałam się, że będę obalać mity przedstawiane na wcześniejszych sesjach.

Życzę sobie, aby w przyszłości było więcej takich wydarzeń, bo pokazują one jak poziom wiedzy naukowej ma się do praktyki i moim zdaniem praktyka wyprzedza wiedzę naukową w Polsce przynajmniej o 3 dekady….

Dziękuję wszystkim, których spotkałam. Stworzyliście super atmosferę i mam nadzieję, ze takie wydarzenie powtórzy się szybko.

Ogromne wyrazy uznania dla organizatorów tego wydarzenia. Wydawnictwo Edukacyjne stanęło na wysokości zadania.

Czy dziecko z mutyzmem wybiórczym jest uwięzione w ciszy?

Odpowiedź na to pytanie brzmi: nie.
Po pierwsze dziecko z mutyzmem wybiórczym nie jest głuche. Zazwyczaj słuch ma bardzo dobry lub zdarza się wręcz nadwrażliwość słuchowa.
Kolejna sprawa to praca z takim dzieckiem absolutnie nie może być prowadzona w ciszy. Praca z dzieckiem MW to nie jest układanie puzzli lub klocków w ciszy. Takie działania utrudniają dziecku pokonanie lęku przed mówieniem.
Należy pamiętać o tym, aby cały czas mówić robiąc pauzy, aby dać dziecku szansę na odpowiedź. Używajcie jednak formy przyjaznego komentowania w stylu: „jestem ciekawa czy tam jest więcej czerwonych…” „zobacz, tam chyba są zielone…” zastanawiam się, czy te niebieskie tu będą pasować…”
Podczas takich spotkań, absolutnie nie może być ciszy, bo pamiętajcie, że przełamanie ciszy jest bardzo trudne! Ciszą, zwiększacie lęk i zmniejszacie szansę na to, że dziecko się odezwie.

Praca z dzieckiem z MW powinna być wesoła, radosna i głośna!

Moje podróże z mutyzmem wybiórczym

Zastanawiacie się gdzie już byłam? Poniżej mapka z informacjami. Przez kilka lat udało mi się zwiedzić kila miejsc w Polsce, Irlandii i UK.

Na szczęście lubię podróżować i już niebawem odwiedzę Rzeszów i Kraków. Wiosną na pewno będę w Poznaniu i Warszawie 🙂

Jak poradziłam sobie z trudną sytuacją, która dotknęła moje dziecko?

Wiemy o tym, że mutyzm wybiórczy i mutyzm traumatyczny to są dwa odmienne zaburzenia, które muszą być różnicowane w procesie diagnozy.

Mutyzm wybióczy – to zaburzenie lękowe,  lęk przed mówieniem i/lub byciem słyszanym, a nawet widzianym podczas mówienia.
Takie dziecko zachowuje się często bardzo głośno i radośnie w domu, natomiast jest milczące i wycofane tam gdzie odczuwa dyskomfort.

Mutyzm trumatyczny to jeden z OBJAWÓW występujący często wraz z innymi, które są częścią zespołu stresu pourazowego (uraz psychiczny lub fizyczny).
Brak mowy w tym przypadku występuje nagle, a ograniczenie mówienia jest w każdym środowisku, również domowym, często jest to całkowite milczenie, czasami może być również odmowa jedzenia i picia (wynikająca z dysocjacji, mechanizmu obronnego). Może współwystępować z depresją lub stanami depresyjnymi.

Czy oba te zaburzenia mogą występować u jednego dziecka? Zdecydowanie mogą i to na pewno skomplikuje prawidłową diagnozę (choć nie wiem czy prawdopodobieństwo tego jest jak trafienie 6 w totolotku?)

Mając niewielką świadomość dotyczącą traumy wiedziałam, ze trudnych wydarzeń nie wolno zamiatać pod dywan. Trzeba z dzieckiem je przegadać, przepracować i nie pozwolić, aby dziecko musiało przeżywać je samotnie. Albo, aby odczuwało, że jego lęk jest „głupi” czy „niewłaściwy”, bo „chłopaki nie płaczą”, albo „taka duża, nie może być beksą”.

Pamiętam dobrze dwa zdarzenia, które dla mojej córki były trudne: WYPADEK rowerzysty i ŚMIERĆ jej kota.

Zaczną od pierwszego wydarzenia.
Był rok 2015, byłam z dziećmi w Pile, u rodziców. Wracaliśmy z placu zabaw. M (wtedy 8 lat) chciała pobiec pierwsza i zadzwonić domofonem. Oddaliła się odemnie biegiem i nagle stanęła jak wryta, a ja zauważyłam leżącego tuż przed blokiem, w kałuży krwi rowarzystę.  Miałam ogromny dylemat jak postąpić. Jako ratownik medyczny czułam, ze powinnam pomóc, ale jako matka dziecka z MW – wiedziałam, ze muszę chronić moje dziecko przed takimi zdarzeniami. Podjęłam decyzję – nie mogę człowieka zostawić w potrzebie. Powiedziałam do M, aby zadzwoniła domofonem i poszła na górę z siostrami (które były ze mną i nie widziały detali, bo odwróciłam ich uwagę) powiedzieć babci, aby ona zeszła na dół z telefonem jeśli będzie trzeba wezwać pogotowie, a one mają zostać w domu.
Szczerze to już nie pamiętam detali tego co było dalej, ale na pewno dołączyła do nas sąsiadka z opatrunkami, rękawiczkami itd. Facet okazał się pijaczyną, z rozbitym łukiem brwiowym po upadku na rowerze po pijaku. Ale człowiek, to człowiek. Odmówił wzywania pogotowia, po chwili leżania wstał i pospacerował dalej już nie wsiadając na rower.

Co zrobiłam dalej?

Zadzwoniłam do męża i poprosiłam, aby wieczorem zadzwonił przez Skype i spytał dzieci jak minął dzień, a kiedy M zacznie mówić o tym wydarzeniu ma bez paniki dopytać o szczegóły i nie wyrażać się w stylu „o jej to straszne” tylko „super dzielna byłaś, ze zawołałaś babcię” itd.

Wieczorem tak było. Kiedy M zaczęła opowiadać o tym wydarzeniu byłam w totalnym szoku jakie detale zapamiętała. Tata zachował się na medal. Dopytywał i pochwaił postępowanie M.
Powiedziałam M, że pan na pewno poszedł do domu i teraz je kolację z rodziną, a rana się zagoi.  Wracałam do tego zdarzenia jeszcze kilka razy we wspomnieniach i dawałam upust ciekawości M, przechodziłam z nią w tamtym miejscy (a mogłam je omijać!). Wydaje mi się, ze zdarzenie nie zostawiło w niej urazu. Jej zachowanie nie zmieniło się i lęki nie wzrastały.

Drugie zdarzenie – ŚMIERĆ kota…
To był rok 2017. Ja byłam na małym urlopie w Grecji z koleżanką kiedy dostałam telefon od męża. „Coś się stało” – oznajmił jego głos. Moje serce zamarło. Oczami wyobraźni widziałam juz moje córki pod respiratorem…
„Nie chodzi o dzieci” – na pewno więc pożar domu lub rozwalone auto.
„Kot nie żyje…”
Mąż opowiedział co się stało – pies sąsiada a la owczarek niemiecki, latający luzem dorwał naszego kota i zagryzł na oczach dzieci. Na szczęście nie naszych dzieci, bo one były w domu. Po męża przyszedł sąsiad. Mąż schował martwego kota do bagażnika. Kiedy dzwonił do mnie dzieci jeszcze nie wiedziały co się stało.
Powiedziałam mu, aby zadzwonił do mnie jak wróci do domu i ja im powiem.
Mega trudne. Kiedy powiedziałam co się stało były słychać krzyki i płacz. Ja też płakałam…. Następnego dnia rano zadzwoniłam do szkoły i powiedziałam o tym zdarzeniu i prosiłam, aby pozwolili się M wygadać w tym temacie jeśli będzie chciała, aby nie udawali, ze nic się nie stało. Póżniej od nauczycielki dowiedziałam się, ze M płakała na lekcji i pozwolili jej wyjść do kaplicy się wyciszyć oraz porozmawiać o tym z panią wspierającą i koleżanką.
Z Grecji przywiozłam pamiątki…. z kotami. Naklejki, kubek, notes, długopis itd. Nie chciałam udawać, ze nic sie nie stało. M ma do dziś zdjęcia kota w pokoju, które jej wydrukowałam, Często o niej rozmawialiśmy i powiedziałam, ze zawsze będzie w naszej pamięci. Wiele osób mówiło, aby kupić drugiego kota, ale ja uznałam, ze to zły pomysł, bo nie da się go tak po prostu zastąpić.
Cieszy mnie, że również ta sytuacja nie wpłynęła na nią negatywnie w żaden poważny sposób. Do dziś wspominamy kota i nie mamy „zamiennika”, ale czuję że nadchodzi czas, aby poszukać jakiegoś kociaka 🙂

Nie wiem czy komuś ten wpis pomoże, ale ja uważam, ze trudne sytuacje wymagają rozmowy, wsparcia, uznania smutku, przejścia przez „żałobę”, a nie zastępowanie „straty” zamienikiem.

Na zdjęciu młoda kicia z naszym psem. Myślę, że brak lęku przed psami okazał się dla niej śmiertelnym zagrożeniem…

Samookaleczenia dziecka po kilkuletniej terapii gabinetowej u „specjalisty” z nastoletnim stażem

UWAGA – WRAŻLIWYM POLECAM OSTROŻNOŚĆ
 
Jeśli ktoś z Was zastanawia się jak to jest założyć i prowadzić grupę dla kilku tysięcy osób, albo założyć i prowadzić fanpage (stronę) na Facebook to muszę Was uświadomić, że często nie jest łatwo.
Chciałam podzielić się z Wami pewnym zrzutem ekranu jaki zrobiłam. Zakryłam wrażliwe dane i nie będę wspominać jakiego miasta dotyczy, aby chronić prywatność młodej osoby, która była w takiej ogromnej desperacji.
Świat jest mały, nie trzeba o tym nikomu przypominać… od słowa do słowa, od sytuacji do sytuacji okazało się, że moją stronę na Facebook’u odnalazła młoda dziewczyna z MW.
 
Tak z MW. Niestety – ani nie wyrosła, ani nie została wyleczona z MW w kilkuletniej terapii gabinetowej. Był wrzesień… Przez całą szkołę podstawową milczała, drugie śniadanie jadła w ukryciu. Specjalista, który od rodziców dziecka dostał pewnie równowartość dobrego, używanego samochodu nie zrobił nic właściwego, aby dziecku pomóc. Nie wyjaśnił rodzicom, nie wyjaśnił nauczycielom. Spotykał się z dzieckiem w gabinecie i dopiero za zakończenie terapii (dziecko nadal nie rozmawiało wtedy w szkole) powiedział dziecku co mu jest.
 

A skąd to wiem? Bo świat jest mały..
 
No i ten wrzesień się zaczął, dziecko poszło do gimnazjum i nie wytrzymało… najpierw pisała do nas na priv różne rzeczy z których można było wywnioskować jak bardzo cierpi i jak bardzo została skrzywdzona. Aż pewnego dnia przysłała zdjęcia okaleczonych rąk.
Czy mam pewność, ze to jej osobiste ręce, a nie fotka z neta? Nie miało to dla mnie żadnego znaczenia. Wiedziałam z jakiego jest miasta, wiedziałam jak się nazywa (na serio NIKT NIE JEST ANONIMOWY W INTERNECIE). Zgłosiłam sprawę na Policję właściwą dla miejsca zamieszkania. Wiem, że była interwencja. Wiem, bo świat jest mały, a niektórzy maja długie języki. Tyle mogłam zrobić. Nie jestem w stanie pomóc jej więcej, nie umiałam przekonać jej mamy do przyjechania na szkolenie, nie wiem czy brała udział w jakimś webinarium, nie wiem co się z nią teraz dzieje. Ale nigdy nie zapomnę tego uczucia kiedy zrozumiałam, że ten właśnie terapeuta okłamywał mnie prosto w oczy, że nie pracuje z żadnym dzieckiem z MW w gabinecie, a potem na jaw wyszły takie rzeczy… Bo świat jest mały, a kłamstwo ma krótkie nogi…
 
Jeśli to nie przekonało Was rodziców, że krzywdzicie dzieci kiedy nie pracujecie nad ich lękami, ale słuchacie bzdur wypowiadanych przez pseudospecjalistów, że dziecko potrzebuje „wsparcia w gabinecie”, jeśli to nie przekonało specjalistów – że na serio z MW trzeba pracować poza gabinetem, że terapia indywidualna, grupowa, obozy, wczasy, autorskie programy (bez oparcia w metodach naukowych) są nic nie warte, a często wręcz szkodliwe – to nie wracajcie więcej na tą stronę, bo boli mnie serce za każdym razem kiedy słyszę kolejną smutną historię o dziecku, któremu nikt nie pomógł, a specjalista zaszkodził.
 
Podobnych historii jest przynajmniej kilkanaście, ta wydawała mi się najbardziej drastyczna i udokumentowana zdjęciem dlatego chciałam się nią podzielić.
 
Jeśli szukacie pomocy – zapraszam!
 
Jeśli chcesz poczytać o tym dlaczego terapia gabinetowa nie będzie skuteczna w przypadku MW zapraszam tutaj:

Niepełnosprawność ukryta w gardle

M była od zawsze dość wrażliwym dzieckiem. Nie bardzo lubiła obcych ludzi, szczególnie jeśli mieli ciemną skórę lub ciemne włosy (mieszkamy w Irlandii, więc sporo tu obcokrajowców). Pewnego dnia wystraszyła się kiedy zobaczyła tatę obciętego sporo krócej niż zwykle. Miała lęk separacyjny. Nie lubiła zabaw wymagających dotykania piasku, wody czy plasteliny. A do tego mówiła bardzo mało. Od wieku 2,5 lat rozkręciła się tak, że trudno było ją uciszyć. Jednak kiedy w wieku 3 lat poszła do przedszkola okazało się, że po przekroczeniu progu przedszkola – nie mówi. Rozkręci się – uspakajały mnie przedszkolanki zabijając moją czujność. Uczy się drugiego języka, jeszcze się rozgada. Jej komunikacja niewerbalna jest bardzo dobra, M sygnalizuje swoje potrzeby – tak przynajmniej im się wydaje. Co dziwne 1,5 roku młodsza siostra była jej adwokatem.
Minął ponad rok i potem drugi, a my ciągle czekaliśmy aż się rozgada. W wieku 4 lat i 7 miesięcy M zaczęła szkołę (taki odpowiednik zerówki, ale dwuletni). Nowi ludzi, nowe miejsce – M nadal milczy. Ale oczywiście nie w domu. W domu jest bardzo gadatliwa, ciekawska. Buzia jej się nie zamyka… aż do momentu przekroczenia progu szkoły. W szkole nie mówi nawet do mnie. Kiwa głową, pokazuje palcem, bawi się z dziećmi, choć nie inicjuje zabaw. Panie nadal mówią, że to normalne. Po roku nauki odbywam rozmowę z dyrektorką szkoły. – Jeszcze się tak rozgada, ze będziemy tęsknić za tym, aby milczała – powiedziała półżartem, półserio patrząc na mnie z politowaniem – matka przestanie panikować – dodała. Żadne rozgadanie nie miało miejsca. W roku kolejnym – to był już w sumie 4 rok milczenia dziecka poza domem – miałam bliski kontakt ze szkołą. Często rozmawiałam z nauczycielem, który w przeciwieństwie do mnie nie widział problemu. – No tak, cichutka bardzo, ale komunikuje się gestami. Gdyby każde dziecko było takie spokojnie – powiedziała rozmarzona. Dopiero zupełnie przypadkiem, pani ze świetlicy powiedziała mi, że czytała książkę o mutyzmie wybiórczym i opis tego przypadku bardzo pasuje do zachowania M. Zaczęłam szukać w Internecie, bibliotekach. W bibliotekach nie było nic, ale Internet aż kipi od informacji na temat tego zaburzenia. Nie trzeba być specjalistą, aby postawić prowizoryczną trafną diagnozę – dziecko nie mówi w pewnych miejscach, ale mówi swobodnie w innych, a sytuacja ma miejsce przynajmniej przez miesiąc (nie licząc pierwszego miesiąca w nowym miejscu) lub przez 6 miesięcy jeśli dziecko uczy się drugiego języka. Zalecenia – nie czekać. Czy byłam wkurzona? Bardzo. Nie mogłam uwierzyć, że dałam się tak omamić zapewnieniami – co by nie było – profesjonalistów. Od kiedy już wiedziałam co jest mojemu dziecku – doszkoliłam się na dwóch kursach w Anglii i przeczytałam kilka książek. M dostała wsparcie logopedy (który spotykał się ze mną i nauczycielami, a nie z nią) i dodatkowego nauczyciela w szkole. Wykluczono u niej autyzm i zespół Aspergera, ale mutyzm wybiórczy może występować również u dzieci z tymi zaburzeniami. Nic nie było proste. Przede wszystkim większość osób nadal nie rozumiała na czym polega problem. Nie chce mówić – mówili jedni. Uparciuch i manipulator – mówili inni. Otóż proszę Państwa nie! I postaram się to wyjaśnić porównując mutyzm wybiórczy do osoby po paraliżu kończyn dolnych. Wyobraźmy sobie dziecko na wózku inwalidzkim w klasie. Czy Pani obniży temu dziecku ocenę z zachowania, bo nie udziela się w szkolnym klubie sportowym? Czy postawi dwóje, bo nie może podejść do tablicy i rozwiązać zadania napisanego wysoko? Czy wreszcie Pani będzie przekonywać dziecko, aby przeszło choć troszeczkę, każdy przecież potrafi? Albo czy zaznaczy podczas pierwszego spotkania, że w szkole trzeba chodzić. Albo czy powie rodzicom, że dziecko jest uparte, bo nie chce chodzić. Oczywiście nie. Oczywiście dziecko może chodzić na różne terapie, które maja wzmocnić nogi, może nawet postawić kilka kroków w stabilizatorach, ale zasadniczo nikt nie będzie wymagać tego w szkole póki nie będzie gotowe. Jak to się ma do dziecka z mutyzmem wybiórczym? A no tak, że mutyzm wybiórczy to nic innego jak zaburzenie lękowe. Tak, właśnie lękowe. I ten bardzo silny lęk dosłownie paraliżuje struny głosowe. Każdy chyba słyszał powiedzenie: głos utknął w gardle? Tak właśnie opisują ten stan starsze dzieci i dorośli. Nie ma to nic wspólnego z ich świadomą wolą, aby nie mówić (ani tym bardziej manipulować). Innymi słowy – mutyzm wybiórczy to w dużym uproszczeniu „paraliż strun głosowych”. Czy nauczyciel wymaga od dziecka, aby ‚coś’ powiedziało? Czy obniża ocenę z zachowania za brak udziału w życiu szkoły? Czy stawia dwóje za brak ustnej odpowiedzi? Czy wreszcie mówi dziecku, że w szkole trzeba rozmawiać, bo każdy mówi? Czy dziecko nie uzyskało promocji do kolejnej klasy ‚bo nie mówi’? Niestety wielu rodziców na powyższe pytania odpowie: TAK! Czy można takie zachowanie nauczycieli usprawiedliwić tym, ze mutyzmu gołym okiem nie widać? To są problemy z jakimi boryka się mnóstwo dzieci z mutyzmem wybiórczym w Polsce i za granicą. Jak pomóc dziecku z mutyzmem wybiórczym? Najważniejsze w terapii mutyzmu jest wsparcie i zrozumienie. Na co dzień należy postarać się, aby w otoczeniu dziecka nikt nie naciskał na mówienie. Rodzice przestają pytać – i co? Powiedziałaś coś dzisiaj? A nauczyciele przestają straszyć dwóją za brak ustnej odpowiedzi. W zamian za to angażują całą klasę np. w pokazywanie na palcach wyników w matematyce, co pozwala dziecku z mutyzmem wykazać się wiedzą i nie wyróżniać się. Co do skutecznych terapii – jest ich tyle ile dzieci z mutyzmem wybiórczym – to znaczy każdy potrzebuje planu skrojonego na własne potrzeby. Jedne dzieci tylko nie mówią do nauczycieli, inne także do dzieci, inne nie korzystają z toalety, nie jedzą, nie siadają w ławce. Jedne dzieci są z natury bardzo lękliwe, inne mniej. Każde dziecko potrzebuje podejścia bardzo indywidualnego, ale jest przy tym jedna wspólna cecha – każdy plan powinien być oparty na metodzie małych kroków. Każde zadanie należy rozbić na drobne kroki, które dziecko przy wsparciu będzie w stanie przejść (ale to temat na osobną książkę). Jak wygląda sytuacja w Polsce? Fatalnie. Brakuje specjalistów, nie ma w ogóle książek o mutyzmie wybiórczym w języku polskim, na studiach logopedycznych praktycznie się nie pojawia. Dlaczego logopeda powinien moim zdaniem pracować z dzieckiem dotkniętym mutyzmem wybiórczym? Przede wszystkim dlatego, ze jest specjalistą od mowy. Przy niewielkim wysiłku poświęconym na doszkolenie będzie w stanie zorganizować prace z takim dzieckiem. W Polsce zapomina się też o naczelnej zasadzie terapii mutyzmu – mutyzm leczy się tam, gdzie występuje – czyli najczęściej jest to szkoła i miejsca publiczne. A co mogą zrobić rodzice poza wsparciem i zrozumieniem? Powinni budować w dziecku poczucie pewności siebie (część dzieci źle reaguje na przesadne pochwały), powinni również metodą małych kroków stawiać dziecku coraz to większe wymaganie dbając jednocześnie o to, aby nie karmić lęków dziecka. Czy z mutyzmu wybiórczego się wyrasta? Niektórym udaje się wypracować strategie radzenia sobie ze stresem związanym z mówieniem (uczenie się na pamięć), u innych po mutyzmie wybiórczym nie ma śladu w życiu dorosłym, inni cierpią na depresję, izolację, podejmują próby samobójcze…. Ja wolę nie podejmować tego ryzyka. Moim zdaniem najlepiej pokonać mutyzm wybiórczy przy odpowiednim wsparciu otoczenia. Rodzice dziecka z mutyzmem wybiórczym potrzebują sami dużo wsparcia, a często nie mają nawet zrozumienia wśród rodziny i nauczycieli, czy nawet psychologów. Słyszą, ze dziecko jest uparte, że nie da się z nim pracować, bo nie mówi. Sama wiem jak trudno czasami postawić na swoim, dlatego tworzę razem z rodzicami i specjalistami, którymi temat mutyzmu stał się bliski projekt, którego celem jest wspieranie dzieci, rodziców i specjalistów. (…) A co robi dziś M? Jest w drugiej klasie. Zaczyna mówić coraz więcej w szkole oraz miejscach publicznych. Ma dużo wsparcia w postaci codziennych zajęć w szkole, które pozwalają jej mówić coraz więcej. Jej problemy sensoryczne są znikome. Anna Strzelecka, mama dziecka z mutyzmem wybiórczym.
 
(Artykuł ukazał się w „Poradniku Autystycznym” w 2015 roku)

Błąd nie jest porażką kiedy go zauważysz i naprawisz.

Każde działanie jest obarczone ryzykiem. Dobrze znamy powiedzenie, że błędów nie robi ten, kto nic nie robi. I bardzo dużo w nim prawdy, ale…
Brak działania w przypadku dziecka z MW jest największym błędem!
Każdy błąd – można naprawić i zmienić w sukces. Aby to zrobić na samym początku trzeba sobie ten błąd uświadomić.
Tutaj często moja ogromna rola – wskazanie działań, które budzą moje wątpliwości i prośba o przemyślenie. Pożądaną reakcją jest podziękowanie za pomoc i zastanowienie się nad swoim działaniem lub biernością. Niestety czasami reakcje bywają zgoła odmienne – jest obrażenie się, obrażanie mnie i „rzucanie talerzami”. W takich sytuacjach nie pozostaje mi nic innego niż wycofać się i poczekać aż minie złość. Liczyć na to, że zdrowy rozsądek będzie nad emocjami rodzica lub nauczyciela.
 
Jakie błędy najczęściej popełnia się w terapii MW?
1. Brak diagnozy lub niewystarczająca diagnoza.
Rozpoczęcie działań prewencyjnych na wczesnym etapie jest wskazane, ale nie powinno zaniedbywać się formalności, które umożliwiają otrzymanie formalnego wsparcia w razie niepowodzeń nieformalnych działań. W innym przypadku – stracimy cenny czas. Lepiej mieć diagnozę, która się do niczego nie przyda niż nie mieć – kiedy jest potrzebna. Dodatkowo – możemy jako rodzice pomylić MW z innymi zaburzeniami lub nie zauważyć zaburzeń, które są maskowane przez MW.
 
2. Zła kolejność działań.
Bardzo często spotykam się z tym, że zaczyna się formalną pracę z dzieckiem w szkole bez usunięcia czynników podtrzymujących MW, bez obniżenia lęku dziecka czy wreszcie bez zdjęcia presji. Wzmocnienie poczucia własnej wartości jest również ważnym etapem. Pomijając te ważne kwestie skazujemy dziecko na tortury, a siebie i nauczycieli na prawie pewne niepowodzenie naszych działań i szczegółowo przygotowanych planów najlepszej na świecie metody małych kroków.
Proszę Was, abyście nie zapominali o tym w jakiej kolejności należy pracować nad MW.
Ten błąd jest łatwo naprawić
 
Na dziś to będzie tyle cdn…