Historia Basi

Milczenie jest srebrem….
a mutyzm wybiórczy jest zaburzeniem lękowym – słowa witające nas na stronie  Anny Strzeleckiej prowadzącej werbinaria o Mutyzmie Wybiórczym. Dzięki uprzejmości Pani Anny Strzeleckiej zamieszczam kilka moich słów refleksji po upływie ponad rocznej współpracy z Basią i jej Rodziną. 

Historia Basi…

Basia pochodzi z wielodzietnej bardzo pogodnej, prawidłowo funkcjonującej i radosnej rodziny. Ja Basię poznałam trochę bliżej, gdy razem  z mamą zaczęła przychodzić po starsze rodzeństwo,  braciszka i siostrę  do przedszkola. Wówczas  w milczeniu,  ale z zainteresowaniem „kukała” do naszej sali. 

Koleżanka z grupy dzieci 5 letnich prowadziła zajęcia terapeutyczne ze starszą siostrą Basi,  u   której zdiagnozowano mutyzm wybiórczy i nieco opowiadała mi o  samym zaburzeniu i rodzaju proponowanych zajęć. 

Na prośbę Mamy dziewczynki chcącej przybliżyć charakterystykę zaburzenia lekowego, na które cierpi starsza siostra,  zorganizowane zostało spotkanie dla  całej kadry przedszkola, podczas którego w kilku słowach mama opowiedziała nam, na czym polega zaburzenie, skąd może się wywodzić, jakie kroki już zostały poczynione w ramach terapii, jakie są w planach i jak ma zachowywać się dorosły,  a dokładniej jakich pytań nie należy zadawać,  by nie pogłębiać  lęku u dziecka. 

 Ja wiedząc, że w przyszłym roku szkolnym będę miała „pod  swoimi skrzydłami” Basię, która również zmaga się z tym zaburzeniem lękowym,  nawiązałam kontakt z mamą z propozycją współpracy jeszcze przed rozpoczęciem roku szkolnego.

Niestety nastała pandemia i praca dydaktyczna przeniosła się za „szklany ekran komputera”. Grono pedagogiczne w tempie błyskawicznym musiało  przestawić się na pracę zdalną z dziećmi, co było trudnym zadaniem, bo nagle okazało się, jak dużo można przekazać grupie gestem i  mimiką twarzy w normalnych warunkach w przedszkolu, a teraz bez grupy ucieka poczucie przynależności,  a pojawia się osamotnienie. Był to czas wielkiej kreatywności, by tak pracować, by mimo oddalenia od dzieci nie tracić z nimi  tak ulotnego kontaktu. Dla mnie był też to czas na intensywną samodoskonalenie, zagłębianie się w literaturę fachową,   poznawania istoty mutyzmu wybiórczego, jego rodzajów i  sposobów pracy z oswojeniem lęku u dzieci.

W międzyczasie dodatkowo  mama Basi chcąc wyposażyć mnie w niezbędną  podstawową wiedzę na temat MW zaproponowała mi udział w cyklu  werbinarów prowadzonych przez Panią Annę Strzelecką. 

Rozpoczynając moją znajomość z Basią, zaczęłam  nagrywać filmiki kierowane do dziewczynki,  a i trochę do jej rodzinki, przybliżałam Basi nasze przedszkole, organizując jej wirtualne zwiedzanie. Nagrywałam dla dziewczynki  bajki i krótkie opowiastki, rysowane wierszyki, zabawy paluszkowe i zagadki. Otrzymywałam od niej też nagrania  ze słyszalnym głosem, a nawet  głośnym śmiechem i żartami zabawy    z rodzeństwem  i  czytanych książeczek.

W międzyczasie nagrałam  dla wszystkich nowych przedszkolaków zaproszenie   do ogrodu przedszkolnego pod koniec wakacji  na zajęcia adaptacyjne. I wówczas pierwszy raz już jako przyszły przedszkolak Basia nieśmiało uczestniczyła wspólnie  z mamą  w proponowanych przeze mnie zabawach. 

Wrzesień przyniósł nam rozluźnienie obostrzeń i zaczął się nowy rok szkolny w murach przedszkola. Byłam w stałym osobistym kontakcie z mamą, rozpoczęłyśmy  regularną współpracę i ustaliłyśmy, że mama będzie  przychodzić  z Basią do ogrodu   w trakcie pobytu grupy, realizować będziemy Model Berliński „Spokojnej adaptacji”. Dostarczyła równocześnie do Dyrekcji przedszkola wystawioną Opinie z publicznej Poradni Pedagogiczno-Psychologicznej.  Na tej podstawie  powołany Zespół ds. pomocy psychologiczno-pedagogicznej opracował indywidualny program dla Basi.

Następnie rozszerzyłyśmy czas pobytu Basi o poranne zabawy w sali tylko  z mamą i po kilku dniach z sukcesem próbę separacji. Przez tych  pierwszych przedszkolnych  kilka dni  Basia nawiązywała ze mną tylko nieśmiały kontakt wzrokowy, spoglądając na mnie niepewnie, stopniowo wywiązywała się nić zaufania, aż  pierwsza podała mi rączkę. 

Zapewniałam  Basię, że rozumiem jej „Pana Stracha” i wiem, że potrzebuje czasu i będzie mówiła, kiedy będzie gotowa”.
Wyraziłam swoje zrozumienie i akceptację oraz chęć pomocy. 

Pod koniec  września Basia zostawała już przez większą część dnia w przedszkolu razem z grupą, komunikując się niewerbalnie. Nie wchodziła   w bliższe relacje z rówieśnikami, siadała na swoim krzesełku i obserwowała bawiących się, albo czekała na moje propozycje. Z czasem  zaprzyjaźniła się  z kolegą, który otoczył ją serdeczną opieką i obdarzył głębokim uczuciem. I tak jest po dziś dzień.        

Zaczęłyśmy z mamą cztery dni w tygodniu przed  moją pracą stosować  Metodę Małych Kroczków, techniką nieformalnego „sliding in.”, czyli  mojego „wślizgiwania się” , przybliżania się do Basi. 

Udało się! 

Basia nie przestawała mówić, bawiła się przy stoliku z mamą, nawet gdy ja zbliżałam się.  I tak dzień po dniu przybliżałam się, to komentując  świetną zabawę, to wyrażając chęć dołączenia się, a Basia nadal mówiła do mamy, mimo że ja już byłam bardzo blisko. 

Równocześnie zaproponowałam mamie, abyśmy spotykały z się „w  trójkącie”  z Basia online i ta  forma też zadziałała, co weekend rozmawiałyśmy za pośrednictwem mamy, rozwiązywałyśmy wzajemnie zadawane zagadki, a z czasem  Basia wypowiadała swobodnie  słowa wprost do mnie, zawsze były żarty i śmiechy. 

Tak jak wspomniałam, czas pandemii spowodował, że zostały zawieszone spotkania z rodzicami na imprezach grupowych w przedszkolu, przygotowałam dzieci, że nasze zabawy z okazji Pasowania na Przedszkolaka nagram i prześlę rodzicom. I tak też się stało, Basia bez skrępowania, radosna i bardzo zaangażowana występowała, a w opinii rodziców była bardzo naturalna i nie było śladu zdenerwowania.

Podczas mojej nieobecności spowodowanej koronawirusem,  poranne spotkania odbywały się w obecności nauczycielki prowadzącej terapię starszej siostry,  przy której Basia czuła się swobodnie. 

A my do regularnych spotkań online i pracy w przedszkolu wróciłyśmy w grudniu i z kolejnym sukcesem nagraliśmy dla rodzin świąteczny występ, rodzice ponownie potwierdzili,  że Basia miała  niestremowaną i pogodną minkę. 

W styczniu raz w tygodniu metodę  „sliding in” z Basią rozpoczęła druga nauczycielka  naszej grupy. 

W styczniu też rozpoczęłyśmy pracę formalnymi technikami. Mama przygotowywała drabinki, zadania do wykonania dla dwóch dziewczynek starszej siostry i Basi, i dla mnie, wzajemnie zadawałyśmy je sobie. Basia stopniowo zaczęła zwracać się bezpośrednio do mnie, głos był słyszalny i znów pojawiały się żarty! A mama powoli wycofywała się oddając mi „stery”. Basia mówiła  do mnie, czasami wspierając się mamą. Rozmowę niekiedy udawało  się kontynuować schodząc po schodach, odprowadzając mamę do szatni. 

A w szatni przedszkolnej Basia  zaczęła nawiązywać ze mną kontakt „kląskając” i od tego czasu bawiłyśmy się w naśladowanie odgłosów zwierząt. 

I tak dotarłyśmy do momentu, w którym pracowałam czasami z obiema dziewczynkami, a później tylko z Basią. No i osiągnęła Basia kolejny sukces,  usłyszałam jej głos!

Podczas każdej mojej nieobecności starałam się podtrzymywać kontakt z Basią nagrywając  jej filmiki z ciekawostkami przyrodniczymi, które bardzo Basie interesują,  a dziewczynka odpowiadała mi również w formie krótkich nagrań. 

Podczas wiosennego zawieszenia zajęć przedszkolnych pracowałam zdalnie z dziećmi oraz  umawiałam się z Basią i mamą na spotkania online i osobiste spotkania „przy płocie domku Basi”. Początkowo była  milcząca, ale podawała mi sama rączkę i oprowadzała,  pokazywała swój ogródek,  a następnie pojawiły się pojedyncze słowa. 

Po przywróceniu zajęć w przedszkolu, wróciłyśmy do pracy,   najpierw w trójkącie, a następnie we dwójkę. Po kilku dniach słyszę glos Basi!

Pracowałyśmy w naszej sali, czasami na życzenie Basi odwiedzałyśmy salę terapeutyczną i salę starszej siostry. Głos Basi nie zawsze był  słyszalny. Dziewczynka prawie zawsze  była pogodna, miała  pełne zainteresowania i ufności spojrzenie, ale nie zawsze ze mną rozmawiała. Wspomnę, że Basia oprócz tego, że przełamywała lęk przed mówieniem, równocześnie bardzo odważnie wchodziła w różne proponowane przez przedszkole aktywności, choćby zajęcia z piłką nożną czy przedstawienia teatralne. Początkowo ćwiczyłyśmy razem, trzymając się za ręce,  powoli „wypuszczałam ją z rąk”  i wycofywałam się, będąc nadal blisko.  Dziś Basia bawi się i gra   z dziećmi, czasami spoglądając w moją stronę.    

Basia jest bardzo pogodną, ciekawą świata dziewczynką. Bardzo lubi aktywności artystyczne taniec, rysunek, malowanie, gdy w tle płynie muzyka klasyczna. Bardzo chętnie uczestniczy też w  grupowych zabawach muzyczno-ruchowych.  Jest dużo pewniejsza siebie, niż na początku przygody przedszkolnej. Ja jestem pełna wiary w jej  pełen sukces! 

Za kilka dni kończy się rok szkolny, a ja z wielką  nadzieją patrzę w przyszłość, tym bardziej że Basia jest otoczona ludźmi akceptującymi ja w pełni i  szczerze jej kibicującymi przede wszystkim   ze strony rodziny i przedszkola.  

Co planuję w przyszłości? 

Dalej  systematycznie i wnikliwie obserwować  dziewczynkę, wspierać w sytuacjach trudnych, by oddalać ryzyko niedostosowania   i wykluczenia społecznego. 

Nadal być w tak bliskim kontakcie z rodzicami,  nie przerywać dobrze toczącej się współpracy, nawiązywać kontakty ze specjalistami. Stosować skuteczną do tej pory arteterapie, dająca upust emocji,  frustracji i pomagająca obniżyć poziom lęku u dziewczynki. 

Podwyższać samoocenę dziewczynki poprzez nagradzanie słowne nawet  najdrobniejszych sukcesów i podkreślanie mocnych stron. 

Dążyć do inicjowania przez dziewczynkę samodzielnie kontaktów rówieśniczych, między innymi stwarzając sytuacje zadaniowe.  

Dziękuję Rodzicom  Basi za obdarzone zaufanie, Dyrekcji za wsparcie i  współpracę. Pani Annie Strzeleckiej za  przekazaną ogromną wiedzę na start.  A koleżance Dorocie za bardzo  cenne wskazówki! 
Dziękuję
Agnieszka Gazda, 
nauczyciel Przedszkola Słoneczna Chatka w Poznaniu

Łagodna Adaptacja- czyli jak zmieniłam bieg wydarzeń

Wakacje 2019. „Niedługo mój Pierworodny pójdzie do przedszkola. O mój Boże, jak ja to przeżyję? Będzie ciężko! Na pewno będzie ciężko! Będzie płakał, a ja nie dam rady go tam zostawić! „… – Tak brzmiał mój wewnętrzny głos, który tak naprawdę był mieszanką wielu komentarzy, wypowiadanych kiedyś przez osoby postronne,ale i mieszanką moich lęków. Że jak synek jest ze mną w domu do 3 roku życia, to ciężej mu będzie w przedszkolu. Tym bardziej, że jest wrażliwy. Synuś Mamusi.

Ja też czułam to wewnętrznie. Ale coś mi podpowadało, że musi być jakiś sposób, że adaptacja do przedszkola zależy od wielu czynników, ale przede wszystkim od przygotowania do zmiany. Ogromnej zmiany. Ale lęk i tak narastał.

Tak właśnie wyglądały moje ostatnie wakacje. Ogromny lęk. Postanowiłam coś z tym zrobić, żeby mną nie zawładnął. Poradziłam sobie na tamten moment najlepiej jak potrafiłam.

Zaczęłam od wiedzy. Czy jest jakiś inny sposób na adaptację? Żeby przebiegła łagodnie?
Kilka miesięcy wcześniej zakupiłam książkę Agnieszki Stein „Akcja Adaptacja”. Ale mój lęk kazał mi odkładać czytanie. Ból brzucha towarzyszył każdej myśli o tym, żeby zacząć od dziś… Dlatego zaczęłam unikać tematu, aż do momentu, w którym musiałam się tym zająć.

Sierpień. Bóle brzucha nasilały się przy każdym przeczytanym rozdziale, ale z drugiej strony pojawiała się alternatywa. To nie musi wyglądać tak, jak wygląda w wielu przedszkolach. Okazało się, że mam prawo przeprowadzić adaptację na swoich zasadach, jeśli placówka nie proponuje rodzicom łagodnej formy oswajania przedszkola. Zrozumiałam, że adaptacją mogę zarządzać ja. I nie oznaczało to wcale „przeszkadzania” Paniom w wykonaniu ich codziennej pracy.

Wertowałam Internet w poszukiwaniu rzetelnych artykułów, pisanych przez psychologów dziecięcych, specjalistów od self-reg. Znalazłam wiele ciekawych pozycji, dzięki którym mój ból brzucha delikatnie łagodniał. Nie wiedząc jeszcze wtedy o mutyzmie wybiórczym mojego Pierworodnego, małymi krokami rozpracowywałam lęki moje i dziecka.

Kiedy poczułam się w miarę pewnie w teorii, postanowiłam przejść do praktyki. Na spotkaniu z kadrą przedszkola poprosiłam o dzień adaptacyjny, aby dzieci mogły poznać salę, wejść tam z rodzicami, podotykać zabawek i zobaczyć swojego wychowawcę.

To był strzał w dziesiątkę. Synek po tych dwóch godzinach spędzonych w placówce stwierdził pierwszy raz, że chce chodzić do przedszkola.
Ufff. Jeden zero.

Przy każdej okazji robiliśmy zdjęcia okolicy, naszych wycieczek rowerowych i za radą Agnieszki Stein zrobiliśmy z nich „książkę” o naszym przedszkolu. Natrafiłam również na wspaniały kurs online o macierzyństwie, adaptacji i matczynych lękach. Że należy zacząć od siebie. Ten kurs otworzył mi oczy.
Zauważyłam pozytywne strony tej sytuacji. Że będę miała czas na kawę i zabawy z młodszym synkiem. Że będę mogła”odsapnąć”.

Początek września. Brzuch bolał nadal,ale czułam się przygotowana wzorowo. Na pamięć uczyłam się jeszcze 7 zdań, których można użyć, jeśli ktoś będzie próbował wyrwać mi dziecko z rąk. Zrobiłam notatki z książki, żeby móc do nich wracać w każdej chwili. Uprzedziłam też Panią, że będę siedziała w szatni, a Synek będzie zostawał w przedszkolu najpierw godzinę,później dwie. Że małymi krokami przez to przejdziemy. Bez dantejskich scen, które rozgrywają się na początku września w większości przedszkoli.

Synek poradził sobie wspaniale. Pomimo mutyzmu wybiórczego, czyli lęku przez mówieniem do osób spoza swojej strefy komfortu. Dał mi buziaka, „przytulaska”. I wszedł.

Na pewno było to ogromne wyzwanie, ale zaskoczył nas wszystkich swoją odwagą. Byłam dumna z niego, ale przede wszystkim byłam dumna z siebie. Że tak wspaniale się do tego przygotowałam,że przygotowałam dziecko. Zapewnialam go, że będę w szatni i tam byłam.

Mąż któregoś razu powiedział:”Przecież możesz wrócić do domu, nie zauważy”. Ale ja wiedziałam, że to kwestia zaufania. I nie mogę go zawieźć. Po tygodniu Synek sam zaproponował, żebym posiedziała w szatni 10 minut, a później mogę jechać do domu. Aż w końcu został zupełnie sam.

Adaptacja w naszym przypadku trwała około dwóch tygodni.
Przyznam szczerze, że do dziś mam ciarki na plecach, jak przypomnę sobie ten pierwszy dzień. Płacz za drzwiami, przerażenie, że to może być mój kochany, maleńki Synek. Rodzice, którzy zawstydzali dzieci i wbijali je w poczucie winy:”No miałeś przecież wejść! Mówiłeś że zostaniesz! Taki duży i płacze?!”. Nie mogłam tego słuchać… A wystarczyło zaakceptować emocje, nazwać je i zrozumieć, a także zapewnić o swoim wsparciu i powrocie. Albo usiąść w tej szatni jak ja.

Byłam jedyną mamą, która tak robiła. Czułam na sobie wzrok nauczycieli. Kiedyś usłyszałam nawet od jednego z nich, „A to trzeba tak siedzieć?”. „Tak, trzeba”- powiedziałam. Tak trzeba było postąpić.

Pomimo tego, że u mojego Syna po dwóch miesiącach pobytu w przedszkolu zdiagnozowano Mutyzm Wybiórczy, radzi sobie i idzie do przodu. Wiem, że pomogłam mu obniżyć ten lęk własnie na początku, podczas adaptacji. Że teraz, przy terapii małych kroków według Maggie Johnson, zbieramy tego plony, bo idzie nam bardzo dobrze. Ale to znowu moja praca, wiedza, ale i błędy.

I tak do końca świata 😉

Malwina W., Mama A.

Niepełnosprawność ukryta w gardle

M była od zawsze dość wrażliwym dzieckiem. Nie bardzo lubiła obcych ludzi, szczególnie jeśli mieli ciemną skórę lub ciemne włosy (mieszkamy w Irlandii, więc sporo tu obcokrajowców). Pewnego dnia wystraszyła się kiedy zobaczyła tatę obciętego sporo krócej niż zwykle. Miała lęk separacyjny. Nie lubiła zabaw wymagających dotykania piasku, wody czy plasteliny. A do tego mówiła bardzo mało. Od wieku 2,5 lat rozkręciła się tak, że trudno było ją uciszyć. Jednak kiedy w wieku 3 lat poszła do przedszkola okazało się, że po przekroczeniu progu przedszkola – nie mówi. Rozkręci się – uspakajały mnie przedszkolanki zabijając moją czujność. Uczy się drugiego języka, jeszcze się rozgada. Jej komunikacja niewerbalna jest bardzo dobra, M sygnalizuje swoje potrzeby – tak przynajmniej im się wydaje. Co dziwne 1,5 roku młodsza siostra była jej adwokatem.
Minął ponad rok i potem drugi, a my ciągle czekaliśmy aż się rozgada. W wieku 4 lat i 7 miesięcy M zaczęła szkołę (taki odpowiednik zerówki, ale dwuletni). Nowi ludzi, nowe miejsce – M nadal milczy. Ale oczywiście nie w domu. W domu jest bardzo gadatliwa, ciekawska. Buzia jej się nie zamyka… aż do momentu przekroczenia progu szkoły. W szkole nie mówi nawet do mnie. Kiwa głową, pokazuje palcem, bawi się z dziećmi, choć nie inicjuje zabaw. Panie nadal mówią, że to normalne. Po roku nauki odbywam rozmowę z dyrektorką szkoły. – Jeszcze się tak rozgada, ze będziemy tęsknić za tym, aby milczała – powiedziała półżartem, półserio patrząc na mnie z politowaniem – matka przestanie panikować – dodała. Żadne rozgadanie nie miało miejsca. W roku kolejnym – to był już w sumie 4 rok milczenia dziecka poza domem – miałam bliski kontakt ze szkołą. Często rozmawiałam z nauczycielem, który w przeciwieństwie do mnie nie widział problemu. – No tak, cichutka bardzo, ale komunikuje się gestami. Gdyby każde dziecko było takie spokojnie – powiedziała rozmarzona. Dopiero zupełnie przypadkiem, pani ze świetlicy powiedziała mi, że czytała książkę o mutyzmie wybiórczym i opis tego przypadku bardzo pasuje do zachowania M. Zaczęłam szukać w Internecie, bibliotekach. W bibliotekach nie było nic, ale Internet aż kipi od informacji na temat tego zaburzenia. Nie trzeba być specjalistą, aby postawić prowizoryczną trafną diagnozę – dziecko nie mówi w pewnych miejscach, ale mówi swobodnie w innych, a sytuacja ma miejsce przynajmniej przez miesiąc (nie licząc pierwszego miesiąca w nowym miejscu) lub przez 6 miesięcy jeśli dziecko uczy się drugiego języka. Zalecenia – nie czekać. Czy byłam wkurzona? Bardzo. Nie mogłam uwierzyć, że dałam się tak omamić zapewnieniami – co by nie było – profesjonalistów. Od kiedy już wiedziałam co jest mojemu dziecku – doszkoliłam się na dwóch kursach w Anglii i przeczytałam kilka książek. M dostała wsparcie logopedy (który spotykał się ze mną i nauczycielami, a nie z nią) i dodatkowego nauczyciela w szkole. Wykluczono u niej autyzm i zespół Aspergera, ale mutyzm wybiórczy może występować również u dzieci z tymi zaburzeniami. Nic nie było proste. Przede wszystkim większość osób nadal nie rozumiała na czym polega problem. Nie chce mówić – mówili jedni. Uparciuch i manipulator – mówili inni. Otóż proszę Państwa nie! I postaram się to wyjaśnić porównując mutyzm wybiórczy do osoby po paraliżu kończyn dolnych. Wyobraźmy sobie dziecko na wózku inwalidzkim w klasie. Czy Pani obniży temu dziecku ocenę z zachowania, bo nie udziela się w szkolnym klubie sportowym? Czy postawi dwóje, bo nie może podejść do tablicy i rozwiązać zadania napisanego wysoko? Czy wreszcie Pani będzie przekonywać dziecko, aby przeszło choć troszeczkę, każdy przecież potrafi? Albo czy zaznaczy podczas pierwszego spotkania, że w szkole trzeba chodzić. Albo czy powie rodzicom, że dziecko jest uparte, bo nie chce chodzić. Oczywiście nie. Oczywiście dziecko może chodzić na różne terapie, które maja wzmocnić nogi, może nawet postawić kilka kroków w stabilizatorach, ale zasadniczo nikt nie będzie wymagać tego w szkole póki nie będzie gotowe. Jak to się ma do dziecka z mutyzmem wybiórczym? A no tak, że mutyzm wybiórczy to nic innego jak zaburzenie lękowe. Tak, właśnie lękowe. I ten bardzo silny lęk dosłownie paraliżuje struny głosowe. Każdy chyba słyszał powiedzenie: głos utknął w gardle? Tak właśnie opisują ten stan starsze dzieci i dorośli. Nie ma to nic wspólnego z ich świadomą wolą, aby nie mówić (ani tym bardziej manipulować). Innymi słowy – mutyzm wybiórczy to w dużym uproszczeniu „paraliż strun głosowych”. Czy nauczyciel wymaga od dziecka, aby ‚coś’ powiedziało? Czy obniża ocenę z zachowania za brak udziału w życiu szkoły? Czy stawia dwóje za brak ustnej odpowiedzi? Czy wreszcie mówi dziecku, że w szkole trzeba rozmawiać, bo każdy mówi? Czy dziecko nie uzyskało promocji do kolejnej klasy ‚bo nie mówi’? Niestety wielu rodziców na powyższe pytania odpowie: TAK! Czy można takie zachowanie nauczycieli usprawiedliwić tym, ze mutyzmu gołym okiem nie widać? To są problemy z jakimi boryka się mnóstwo dzieci z mutyzmem wybiórczym w Polsce i za granicą. Jak pomóc dziecku z mutyzmem wybiórczym? Najważniejsze w terapii mutyzmu jest wsparcie i zrozumienie. Na co dzień należy postarać się, aby w otoczeniu dziecka nikt nie naciskał na mówienie. Rodzice przestają pytać – i co? Powiedziałaś coś dzisiaj? A nauczyciele przestają straszyć dwóją za brak ustnej odpowiedzi. W zamian za to angażują całą klasę np. w pokazywanie na palcach wyników w matematyce, co pozwala dziecku z mutyzmem wykazać się wiedzą i nie wyróżniać się. Co do skutecznych terapii – jest ich tyle ile dzieci z mutyzmem wybiórczym – to znaczy każdy potrzebuje planu skrojonego na własne potrzeby. Jedne dzieci tylko nie mówią do nauczycieli, inne także do dzieci, inne nie korzystają z toalety, nie jedzą, nie siadają w ławce. Jedne dzieci są z natury bardzo lękliwe, inne mniej. Każde dziecko potrzebuje podejścia bardzo indywidualnego, ale jest przy tym jedna wspólna cecha – każdy plan powinien być oparty na metodzie małych kroków. Każde zadanie należy rozbić na drobne kroki, które dziecko przy wsparciu będzie w stanie przejść (ale to temat na osobną książkę). Jak wygląda sytuacja w Polsce? Fatalnie. Brakuje specjalistów, nie ma w ogóle książek o mutyzmie wybiórczym w języku polskim, na studiach logopedycznych praktycznie się nie pojawia. Dlaczego logopeda powinien moim zdaniem pracować z dzieckiem dotkniętym mutyzmem wybiórczym? Przede wszystkim dlatego, ze jest specjalistą od mowy. Przy niewielkim wysiłku poświęconym na doszkolenie będzie w stanie zorganizować prace z takim dzieckiem. W Polsce zapomina się też o naczelnej zasadzie terapii mutyzmu – mutyzm leczy się tam, gdzie występuje – czyli najczęściej jest to szkoła i miejsca publiczne. A co mogą zrobić rodzice poza wsparciem i zrozumieniem? Powinni budować w dziecku poczucie pewności siebie (część dzieci źle reaguje na przesadne pochwały), powinni również metodą małych kroków stawiać dziecku coraz to większe wymaganie dbając jednocześnie o to, aby nie karmić lęków dziecka. Czy z mutyzmu wybiórczego się wyrasta? Niektórym udaje się wypracować strategie radzenia sobie ze stresem związanym z mówieniem (uczenie się na pamięć), u innych po mutyzmie wybiórczym nie ma śladu w życiu dorosłym, inni cierpią na depresję, izolację, podejmują próby samobójcze…. Ja wolę nie podejmować tego ryzyka. Moim zdaniem najlepiej pokonać mutyzm wybiórczy przy odpowiednim wsparciu otoczenia. Rodzice dziecka z mutyzmem wybiórczym potrzebują sami dużo wsparcia, a często nie mają nawet zrozumienia wśród rodziny i nauczycieli, czy nawet psychologów. Słyszą, ze dziecko jest uparte, że nie da się z nim pracować, bo nie mówi. Sama wiem jak trudno czasami postawić na swoim, dlatego tworzę razem z rodzicami i specjalistami, którymi temat mutyzmu stał się bliski projekt, którego celem jest wspieranie dzieci, rodziców i specjalistów. (…) A co robi dziś M? Jest w drugiej klasie. Zaczyna mówić coraz więcej w szkole oraz miejscach publicznych. Ma dużo wsparcia w postaci codziennych zajęć w szkole, które pozwalają jej mówić coraz więcej. Jej problemy sensoryczne są znikome. Anna Strzelecka, mama dziecka z mutyzmem wybiórczym.
 
(Artykuł ukazał się w „Poradniku Autystycznym” w 2015 roku)