Recepta na zmieniającą się szkołę.

Gdy przychodzi czas pójścia naszych dzieci do przedszkola czy szkoły, każdy z nas rodziców zastanawia się i pyta siebie: co to będzie, jaka jest dzisiejsza szkoła, przedszkole, jak moje dziecko poradzi sobie w nowej sytuacji. Pojawiają się w nas różne obawy a jednocześnie mamy  nadzieja, że będzie dobrze. Przecież tak wiele mówi się o zmianach w tych środowiskach, jest tyle ciekawych publikacji, nowych inspirujących nurtów zmieniających rzeczywistość na lepsze.

     Podobnie było w naszej sytuacji gdy nasz syn miał rozpocząć okres edukacji.  Wybraliśmy ogólnie dostępne przedszkole, bardzo blisko domu, cieszące się niezłą opinią. Tak więc z zaufaniem powierzyliśmy nasze dziecko wychowawcom. Wierzyliśmy, że jest to dobre środowisko do rozwoju. Sądziliśmy, że część naszych obowiązków wychowawczo – edukacyjnych przejmą nauczyciela a my będziemy mieć możliwość skupienia się jedynie na tym co będzie od nas wymagał nasz syn w domu. Myśleliśmy, pewnie tak jak wielu rodziców, że będziemy mieć dla siebie więcej czasu. Nie spodziewaliśmy się wówczas, że będzie to dla nas czas wielkich wyzwań i zaangażowania w to, aby te instytucję zmieniać na przyjazne dla naszego dziecka.  Nie wiedzieliśmy, że jeśli chcemy przyjaznego przedszkola czy szkoły to nie możemy być obojętni, musimy się stać aktywnym uczestnikiem zmian. Nie przypuszczaliśmy, że chcąc wymarzonej placówki wychowawczej musimy poświęcić nasz czas i uczestniczyć w przemianach, które są istotą przystosowywania się do nowych wyzwań.                                                                                                 

     Nasza historia zaczęła się jak zwyczajnie. Syn zaczął chętnie chodzić do przedszkola, czuł się tam dobrze. Wychowawca był przyjazny, dyrekcja kompetentna, rodzice i dzieci miłe i przyjacielskie. Wydawało się, że jest wszystko dobrze. Problem rozpoczął się gdy pojawiły się pierwsze sygnały, że nasz syn nie mówi, nie odzywa się do wychowawców i większości dzieci.

W domu był bardzo rozmowny, wesoły, żartobliwy a gdy przekracza próg przedszkola następowała diametralna zmiana. Był cichy i milczący. Zaniepokojeni dopytywaliśmy wychowawców, sprawdzaliśmy co może się dziać. Uzyskiwaliśmy uspokajającą informację, że będzie dobrze, że jest to przejściowa sytuacja. Mówiono, że dzieci tak mogą mieć i musimy dać dziecku czas.

I tak upłynęło 2,5 roku obecności i milczenia naszego dziecka, które w domu było aktywne, wręcz gadatliwe a w przedszkolu milczące i coraz bardziej bojaźliwe.

     Ta sytuacja nie mogła być dla nas normalną, zaczęliśmy szukać wytłumaczenia i rozwiązania. Przepytywaliśmy wychowawców o dokładne opisanie sytuacji, zaczęły się rozmowy z dzieckiem o jego funkcjonowanie w przedszkolu, intensywnie poszukiwaliśmy powodów takiej sytuacji. Poszukiwanie w sieci, rozmowy ze specjalistami w przedszkolu, logopeda, p. Dyrektor.

I wreszcie pojawiła się podpowiedz. MUTYZM WYBIÓRCZY. Takie dwa słowa. Co to jest? Co dalej? Co robić, aby pomóc?                                                                                                        

     Dzięki p. Dyrektor usłyszeliśmy o pani Annie Strzeleckiej. To ona miała mieć sposób na nasze zmartwienie. Przesłuchaliśmy wszystkie dostępne wówczas szkolenia p. Ani. Zakupiliśmy i przeczytaliśmy książki, które wyjaśniały nam to zagadnienie. Znaleźliśmy metody pracy, które mogą rozwiązać nasz problem. Pojawiło się światełko w tunelu.

Wówczas to, poczuliśmy ulgę. Znaleźliśmy rozwiązanie i wstąpił w nas ogromny zapał do działania. Wiedzieliśmy, że nie możemy dłużej czekać. Należy zacząć działać. Podjąć wyzwanie i wziąć sprawy we własne ręce. Wyjść ze swojej strefy komfortu, aby zmieniać rzeczywistość. Aktualne stały się słowa: chcesz coś zmienić, zacznij działać, zacznij od siebie.

     Pracę rozpoczęliśmy od edukacji kadry przedszkole, konsultacji na temat stosowanych metod.

Ważna była również rozmowa z dzieckiem na temat jego lęku i problemami z jego powstawaniem.

Zdjęliśmy również z niego presję na mówienie i wymagaliśmy również tego od wychowawców. Rozpoczęliśmy także tzw. oswajanie przedszkola, czyli wejście mamy z dzieckiem do pustej sali, tak aby zaczął tam rozmawiać z osobą, z którą czuje się bezpiecznie, tzw. kotwicą bezpieczeństwa. Jak się okazało przy rodzicu nie odczuwał lęku i bardzo szybko pojawiła się mowa oraz swobodne funkcjonowanie. Następnym krokiem było wprowadzanie wychowawcy. Niestety to działanie związane było z większą trudnością. Utrwalenie niemówienia było już bardzo duże. Nie szło więc to tak łatwo, tym bardziej, że nauczyciel nie do końca był przekonany do metod, które chcieliśmy stosować.

      Był to również czas na przygotowanie gruntu w szkole, ponieważ pozostało już tylko pół roku do rozpoczęcia pierwszej klasy w nowym środowisku. Po rozmowie z Panią Dyrektor okazało się, że mamy osobę bardzo wspierającą i możemy liczyć na jej pomoc we wszystkich działaniach, które chcemy podjąć. Była to dla nas bardzo dobra wiadomość.

     Pani Dyrektor zaczęła działać. Zajęła się naborem osoby, która w przyszłości stanie się koordynatorem pracy nad mutyzmem wybiórczym. Pozwoliła nam już wejść z dzieckiem do szkoły, aby go oswajać z budynkiem. Przed wakacjami rozpoczęliśmy pracę małymi krokami z przyszłą koordynator oraz wychowawcą. Były to krótkie spotkania przy szkole i w samym budynku oraz praca metodą trójkąta. Polega to na próbie komunikacji dziecka z obcą osobą poprzez rodzica.  Zazwyczaj najpierw pojawia się komunikacja niewerbalna objawiająca się kiwaniem głową czy pokazywaniem a następnie pojedyncze słowa. Dąży się w takich ćwiczeniach do wywołania mowy i stopniowym  przyzwyczajaniu dziecka do usłyszenia własnego głosu. W ten sposób została wprowadzona pani koordynator. Syn zaczął z nią w miarę swobodnie rozmawiać najpierw przy rodzicu a później sam na sam.

Równocześnie w tym czasie podjęliśmy kroki uzyskania orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego ( KS ).  Wizyta u psychiatry, badania w PPP i zdobycie wszelkich potrzebnych dokumentów. W tych środowiskach również okazało się, że MW jest mało znanym zaburzeniem.  Dzięki naszej wiedzy mogliśmy świadomie działać, aby otrzymać stosowne dokumenty. W poradni byliśmy pierwszymi rodzicami, którzy złożyli wniosek dotyczący mutyzmu wybiórczego jako zagrożenia niedostosowaniem społecznym. Prowadzone rozmowy, używane argumenty oraz otwartość kadry na nowe zagadnienia pozwoliły nam na uzyskanie odpowiednich dokumentów. Dzięki KS mogliśmy zacząć dalsze działania pomocy dziecku we właściwym funkcjonowaniu i uzdrawianiu powstałej sytuacji.     

     Od września rozpoczęliśmy nowy rok szkolny. Nowa koordynator to osoba nowo przyjęta,  wcześniej nie pracowała w szkole. Była bardzo empatyczna, chętna na zdobywanie nowej wiedzy,  współpracująca z rodzicami i innymi nauczycielami. Nie brakowało jej odwagi, aby podejmować czynności niestandardowe. Poprzez systematyczną pracę sliding-in z poszczególnymi osobami osiągnęła dobre rezultaty komunikacji syna z większością dzieci oraz niektórymi nauczycielami.

Świetnie przepracowała także świetlice, gdzie spotkała również bardzo dobre wsparcie od nauczyciela.

     Nie bez znaczenia była również nasza praca związana z częstymi spotkaniami mamy dziecka z dyrekcją, wychowawcą oraz rozmowami rodziców z kadrą nauczycielską.  Na tych spotkaniach mogliśmy wyjaśnić co to jest MW, opisać specyfikę zaburzenia, podać przykłady zachowań. Dla niektórych nauczyciel, specjalistów nie łatwe było zrozumienie, iż lęk należy pokonywać w miejscu jego powstawania a nie w gabinecie. Problem było również zrozumieniem faktu, że jeśli dzisiaj pracujemy tylko z kilkoma osobami to w przyszłości nastąpi generalizacja mowy także do szerszego grona, że pojawi się efekt pokonania lęku przed mówieniem do innych osób.

Zorganizowaliśmy także dla grona nauczycielskiego szkolenie on-line o istocie trudności i metodach pracy. Poleciliśmy literaturę dotyczącą MW, przekazywaliśmy inne opracowania.

     Aktualnie nasz syn jest w trzeciej klasie. Na chwilę obecną możemy się cieszyć z wielu sukcesów.  Rozmowa z rówieśnikami w klasie, na przerwie nie ma już problemem we wspólnej zabawie. Jest swobodna mowa na zajęciach w klasie, odpowiadanie na pytania sprawdzające wiedzę. Komunikacja z niektórymi nauczycielami i osobami z obsługi szkoły na jej terenie nie stanowi problemu.

Mamy również sukcesy związane z publicznymi występami na szkolnych akademiach. Stopniowe angażowanie syna w tego typu aktywność przyniosła efekty. 

Poza domem zamawia dania w restauracji, samodzielnie może zrobić drobne zakupy w sklepach. Rozmawia z bliską rodziną: dziadkowie, ciocie i wujkowie, z którymi spotyka się regularnie. Potrafi porozmawiać przez telefon nawet z włączoną kamerką.

Ważnym elementem na plus jest również postęp w przyswajaniu wiedzy szkolnej. Lek przed mówieniem ograniczał bowiem jego percepcję umysłową. Przejawiało się to w braku koncentracji i możliwości zapamiętywania. Stres paraliżował umysł tak, że zalękniony kurczak pozostawał we własnym świecie i nie potrafił uwolnić umiejętności intelektualnych.

     Droga, którą przebyliśmy z naszym synem nie była łatwą. Wymagało to od nas poświęcenia czasu i energii.  Praktycznie poświecenie czasu jednego z rodziców do pełnego zaangażowania się w pracę nad MW.  Był to dla nas okres pełen wyzwań  ale również czas doskonalenia samych siebie. Zdobywania nowej wiedzy, nawiązywania relacji ze spotykanymi osobami, nauki komunikacji, wyrozumiałości i cierpliwości w działaniu. Metoda małych kroków, którą stosowaliśmy w pracy z dzieckiem, stała się dla nas metodą codziennego życia. Zastosowanie jej było skuteczne w wielu innych aspektach.

     W pewnym sensie zaburzenie lękowe związane z mutyzmem wybiórczym pozwoliło nam także poznać wielu wspaniałych ludzi, którzy nam uwierzyli, nie obawiali się zaufać rodzicom, zdobyli wiedzę o MW i podjęli wyzwanie do wspólnej pracy.

     Dzisiaj wiemy, że tylko współpraca dyrekcji,  nauczyciela i rodzica jest skutecznym sposobem na tworzenie przyjaznej szkoły. Wspomaganie się w rozwiązywaniu problemów stanowi istotę zmiany. Współpraca oraz ciągła przemiana rodzica i  nauczyciela  prowadzi to prawdziwej zmiany szkoły. Jest to recepta na zmieniającą się szkołę.

Historia Basi c.d.

Dzięki uprzejmości Pani Anny Strzeleckiej zamieszczam ponownie kilka moich słów refleksji po upływie kolejnego roku współpracy z Basią i jej Rodziną.
Mija kolejny rok mojej znajomości z Basią i jej rodzinką w naszym słonecznym przedszkolu.
Roczek ten rozpoczęłyśmy z mamą Basi od spotkań w jej ogródku „przy płotku” i wymiany nowinek i filmików z wakacyjnych przygód” i ta rozmowa trwa do dziś 🙂

A w przedszkolu spotykałyśmy się 3 razy o poranku, dwa razy spotkania prowadził drugi wprowadzony nauczyciel. Basia prawie zawsze witała mnie uśmiechem i zaciekawieniem co wyboru do dzisiejszej zabawy, albo z ogromną potrzebą zrelacjonowania ostatnich wydarzeń domowych i poza, albo pochwalenia się nową sukienką czy zabawką, to były nasze „rozmowne kwadransiki”.

Rozpoczęliśmy ten rok szkolny od technik formalnych, ale po którejś z kolej co piątkowej konsultacji wspólnie z mamą stwierdziłyśmy, że odchodzimy od nich, bowiem już nam pomogły, na nowo po przerwie wakacyjnej znaleźć nić porozumienia, ale nas teraz zbyt „usztywniają” i przechodzimy na nieformalne rozmowy, zabawy ruchowe i obustronne propozycje. I to zadziałało, Basia nie tylko ze mną rozmawia o poranku, udało się z sukcesem wprowadzić kilkoro dzieci do wspólnych zabaw. Teraz będziemy pracować nad utrwaleniem mowy do mnie i do tych dzieci, stopniowo rozszerzając przestrzeń.

Obserwuję piękne zamiany w zachowaniu Basi w przedszkolu, coraz częściej się uśmiecha, żartuje, wchodzi w relacje z innymi dziećmi, a nie tylko ze swoim przyjacielem Wojtkiem i inaczej pozuje do zdjęć, patrząc śmiało z pogodą w oczach w obiektyw! Dodam, że dbałam o to, by Basia zawsze była uczestnikiem zadań edukacyjnych czy społecznych wyzwań bez względu na to czy mówi czy nie, będąc zawsze w obwodzie, by pomóc w razie potrzeby. Zawsze zapewniałam ją, że rozumiem jej lęk i gdy będzie gotowa to zacznie mówić.

Mama zaś zawsze za zgodą Basi przesyłała na przedszkolną skrzynkę nagrania, na których przedszkolacy obserwowali i słyszeli mowę Basi, a ja grupie mówiłam, że Basia jeszcze nie mówi publicznie, ale gdy będzie gotowa to zacznie! W ten sposób używałyśmy nagrań by oswoić głos, ale nie „zamiast mówienia”!
Wspomnę, że Basia z sukcesem rozwija się dzięki rodzicom na polach poza przedszkolnych.
Mama zawsze z dumą przesyła mi relacje z osiągnieć Basi w zakresie tańca baletowego czy spotkań towarzyskich w środowisku lokalnym.

Oglądam te relacje z ogromną radością i wzruszeniem!

Z nadzieją spoglądam w przyszłość!

Dziękuje jednocześnie Pani Ani Strzeleckiej za możliwość korzystania z jej wiedzy podczas organizowanych webinariów i szkoleń. Nieustająco w nich uczestniczę czy jestem w domu czy w drodze, słucham i notuję w głowie, dziękuję!

Dziękuje też za możliwość konsultacji telefonicznej porządkującej podjęte działania i dalszy plan działania.

A Mamie Basi dziękuję za zaufanie i tę wiarę w przyszłość!
Agnieszka Gazda Nauczyciel Przedszkola nr 70
im Słoneczna Chatka w Poznaniu.

Historia Basi

Milczenie jest srebrem….
a mutyzm wybiórczy jest zaburzeniem lękowym – słowa witające nas na stronie  Anny Strzeleckiej prowadzącej werbinaria o Mutyzmie Wybiórczym. Dzięki uprzejmości Pani Anny Strzeleckiej zamieszczam kilka moich słów refleksji po upływie ponad rocznej współpracy z Basią i jej Rodziną. 

Historia Basi…

Basia pochodzi z wielodzietnej bardzo pogodnej, prawidłowo funkcjonującej i radosnej rodziny. Ja Basię poznałam trochę bliżej, gdy razem  z mamą zaczęła przychodzić po starsze rodzeństwo,  braciszka i siostrę  do przedszkola. Wówczas  w milczeniu,  ale z zainteresowaniem „kukała” do naszej sali. 

Koleżanka z grupy dzieci 5 letnich prowadziła zajęcia terapeutyczne ze starszą siostrą Basi,  u   której zdiagnozowano mutyzm wybiórczy i nieco opowiadała mi o  samym zaburzeniu i rodzaju proponowanych zajęć. 

Na prośbę Mamy dziewczynki chcącej przybliżyć charakterystykę zaburzenia lekowego, na które cierpi starsza siostra,  zorganizowane zostało spotkanie dla  całej kadry przedszkola, podczas którego w kilku słowach mama opowiedziała nam, na czym polega zaburzenie, skąd może się wywodzić, jakie kroki już zostały poczynione w ramach terapii, jakie są w planach i jak ma zachowywać się dorosły,  a dokładniej jakich pytań nie należy zadawać,  by nie pogłębiać  lęku u dziecka. 

 Ja wiedząc, że w przyszłym roku szkolnym będę miała „pod  swoimi skrzydłami” Basię, która również zmaga się z tym zaburzeniem lękowym,  nawiązałam kontakt z mamą z propozycją współpracy jeszcze przed rozpoczęciem roku szkolnego.

Niestety nastała pandemia i praca dydaktyczna przeniosła się za „szklany ekran komputera”. Grono pedagogiczne w tempie błyskawicznym musiało  przestawić się na pracę zdalną z dziećmi, co było trudnym zadaniem, bo nagle okazało się, jak dużo można przekazać grupie gestem i  mimiką twarzy w normalnych warunkach w przedszkolu, a teraz bez grupy ucieka poczucie przynależności,  a pojawia się osamotnienie. Był to czas wielkiej kreatywności, by tak pracować, by mimo oddalenia od dzieci nie tracić z nimi  tak ulotnego kontaktu. Dla mnie był też to czas na intensywną samodoskonalenie, zagłębianie się w literaturę fachową,   poznawania istoty mutyzmu wybiórczego, jego rodzajów i  sposobów pracy z oswojeniem lęku u dzieci.

W międzyczasie dodatkowo  mama Basi chcąc wyposażyć mnie w niezbędną  podstawową wiedzę na temat MW zaproponowała mi udział w cyklu  werbinarów prowadzonych przez Panią Annę Strzelecką. 

Rozpoczynając moją znajomość z Basią, zaczęłam  nagrywać filmiki kierowane do dziewczynki,  a i trochę do jej rodzinki, przybliżałam Basi nasze przedszkole, organizując jej wirtualne zwiedzanie. Nagrywałam dla dziewczynki  bajki i krótkie opowiastki, rysowane wierszyki, zabawy paluszkowe i zagadki. Otrzymywałam od niej też nagrania  ze słyszalnym głosem, a nawet  głośnym śmiechem i żartami zabawy    z rodzeństwem  i  czytanych książeczek.

W międzyczasie nagrałam  dla wszystkich nowych przedszkolaków zaproszenie   do ogrodu przedszkolnego pod koniec wakacji  na zajęcia adaptacyjne. I wówczas pierwszy raz już jako przyszły przedszkolak Basia nieśmiało uczestniczyła wspólnie  z mamą  w proponowanych przeze mnie zabawach. 

Wrzesień przyniósł nam rozluźnienie obostrzeń i zaczął się nowy rok szkolny w murach przedszkola. Byłam w stałym osobistym kontakcie z mamą, rozpoczęłyśmy  regularną współpracę i ustaliłyśmy, że mama będzie  przychodzić  z Basią do ogrodu   w trakcie pobytu grupy, realizować będziemy Model Berliński „Spokojnej adaptacji”. Dostarczyła równocześnie do Dyrekcji przedszkola wystawioną Opinie z publicznej Poradni Pedagogiczno-Psychologicznej.  Na tej podstawie  powołany Zespół ds. pomocy psychologiczno-pedagogicznej opracował indywidualny program dla Basi.

Następnie rozszerzyłyśmy czas pobytu Basi o poranne zabawy w sali tylko  z mamą i po kilku dniach z sukcesem próbę separacji. Przez tych  pierwszych przedszkolnych  kilka dni  Basia nawiązywała ze mną tylko nieśmiały kontakt wzrokowy, spoglądając na mnie niepewnie, stopniowo wywiązywała się nić zaufania, aż  pierwsza podała mi rączkę. 

Zapewniałam  Basię, że rozumiem jej „Pana Stracha” i wiem, że potrzebuje czasu i będzie mówiła, kiedy będzie gotowa”.
Wyraziłam swoje zrozumienie i akceptację oraz chęć pomocy. 

Pod koniec  września Basia zostawała już przez większą część dnia w przedszkolu razem z grupą, komunikując się niewerbalnie. Nie wchodziła   w bliższe relacje z rówieśnikami, siadała na swoim krzesełku i obserwowała bawiących się, albo czekała na moje propozycje. Z czasem  zaprzyjaźniła się  z kolegą, który otoczył ją serdeczną opieką i obdarzył głębokim uczuciem. I tak jest po dziś dzień.        

Zaczęłyśmy z mamą cztery dni w tygodniu przed  moją pracą stosować  Metodę Małych Kroczków, techniką nieformalnego „sliding in.”, czyli  mojego „wślizgiwania się” , przybliżania się do Basi. 

Udało się! 

Basia nie przestawała mówić, bawiła się przy stoliku z mamą, nawet gdy ja zbliżałam się.  I tak dzień po dniu przybliżałam się, to komentując  świetną zabawę, to wyrażając chęć dołączenia się, a Basia nadal mówiła do mamy, mimo że ja już byłam bardzo blisko. 

Równocześnie zaproponowałam mamie, abyśmy spotykały z się „w  trójkącie”  z Basia online i ta  forma też zadziałała, co weekend rozmawiałyśmy za pośrednictwem mamy, rozwiązywałyśmy wzajemnie zadawane zagadki, a z czasem  Basia wypowiadała swobodnie  słowa wprost do mnie, zawsze były żarty i śmiechy. 

Tak jak wspomniałam, czas pandemii spowodował, że zostały zawieszone spotkania z rodzicami na imprezach grupowych w przedszkolu, przygotowałam dzieci, że nasze zabawy z okazji Pasowania na Przedszkolaka nagram i prześlę rodzicom. I tak też się stało, Basia bez skrępowania, radosna i bardzo zaangażowana występowała, a w opinii rodziców była bardzo naturalna i nie było śladu zdenerwowania.

Podczas mojej nieobecności spowodowanej koronawirusem,  poranne spotkania odbywały się w obecności nauczycielki prowadzącej terapię starszej siostry,  przy której Basia czuła się swobodnie. 

A my do regularnych spotkań online i pracy w przedszkolu wróciłyśmy w grudniu i z kolejnym sukcesem nagraliśmy dla rodzin świąteczny występ, rodzice ponownie potwierdzili,  że Basia miała  niestremowaną i pogodną minkę. 

W styczniu raz w tygodniu metodę  „sliding in” z Basią rozpoczęła druga nauczycielka  naszej grupy. 

W styczniu też rozpoczęłyśmy pracę formalnymi technikami. Mama przygotowywała drabinki, zadania do wykonania dla dwóch dziewczynek starszej siostry i Basi, i dla mnie, wzajemnie zadawałyśmy je sobie. Basia stopniowo zaczęła zwracać się bezpośrednio do mnie, głos był słyszalny i znów pojawiały się żarty! A mama powoli wycofywała się oddając mi „stery”. Basia mówiła  do mnie, czasami wspierając się mamą. Rozmowę niekiedy udawało  się kontynuować schodząc po schodach, odprowadzając mamę do szatni. 

A w szatni przedszkolnej Basia  zaczęła nawiązywać ze mną kontakt „kląskając” i od tego czasu bawiłyśmy się w naśladowanie odgłosów zwierząt. 

I tak dotarłyśmy do momentu, w którym pracowałam czasami z obiema dziewczynkami, a później tylko z Basią. No i osiągnęła Basia kolejny sukces,  usłyszałam jej głos!

Podczas każdej mojej nieobecności starałam się podtrzymywać kontakt z Basią nagrywając  jej filmiki z ciekawostkami przyrodniczymi, które bardzo Basie interesują,  a dziewczynka odpowiadała mi również w formie krótkich nagrań. 

Podczas wiosennego zawieszenia zajęć przedszkolnych pracowałam zdalnie z dziećmi oraz  umawiałam się z Basią i mamą na spotkania online i osobiste spotkania „przy płocie domku Basi”. Początkowo była  milcząca, ale podawała mi sama rączkę i oprowadzała,  pokazywała swój ogródek,  a następnie pojawiły się pojedyncze słowa. 

Po przywróceniu zajęć w przedszkolu, wróciłyśmy do pracy,   najpierw w trójkącie, a następnie we dwójkę. Po kilku dniach słyszę glos Basi!

Pracowałyśmy w naszej sali, czasami na życzenie Basi odwiedzałyśmy salę terapeutyczną i salę starszej siostry. Głos Basi nie zawsze był  słyszalny. Dziewczynka prawie zawsze  była pogodna, miała  pełne zainteresowania i ufności spojrzenie, ale nie zawsze ze mną rozmawiała. Wspomnę, że Basia oprócz tego, że przełamywała lęk przed mówieniem, równocześnie bardzo odważnie wchodziła w różne proponowane przez przedszkole aktywności, choćby zajęcia z piłką nożną czy przedstawienia teatralne. Początkowo ćwiczyłyśmy razem, trzymając się za ręce,  powoli „wypuszczałam ją z rąk”  i wycofywałam się, będąc nadal blisko.  Dziś Basia bawi się i gra   z dziećmi, czasami spoglądając w moją stronę.    

Basia jest bardzo pogodną, ciekawą świata dziewczynką. Bardzo lubi aktywności artystyczne taniec, rysunek, malowanie, gdy w tle płynie muzyka klasyczna. Bardzo chętnie uczestniczy też w  grupowych zabawach muzyczno-ruchowych.  Jest dużo pewniejsza siebie, niż na początku przygody przedszkolnej. Ja jestem pełna wiary w jej  pełen sukces! 

Za kilka dni kończy się rok szkolny, a ja z wielką  nadzieją patrzę w przyszłość, tym bardziej że Basia jest otoczona ludźmi akceptującymi ja w pełni i  szczerze jej kibicującymi przede wszystkim   ze strony rodziny i przedszkola.  

Co planuję w przyszłości? 

Dalej  systematycznie i wnikliwie obserwować  dziewczynkę, wspierać w sytuacjach trudnych, by oddalać ryzyko niedostosowania   i wykluczenia społecznego. 

Nadal być w tak bliskim kontakcie z rodzicami,  nie przerywać dobrze toczącej się współpracy, nawiązywać kontakty ze specjalistami. Stosować skuteczną do tej pory arteterapie, dająca upust emocji,  frustracji i pomagająca obniżyć poziom lęku u dziewczynki. 

Podwyższać samoocenę dziewczynki poprzez nagradzanie słowne nawet  najdrobniejszych sukcesów i podkreślanie mocnych stron. 

Dążyć do inicjowania przez dziewczynkę samodzielnie kontaktów rówieśniczych, między innymi stwarzając sytuacje zadaniowe.  

Dziękuję Rodzicom  Basi za obdarzone zaufanie, Dyrekcji za wsparcie i  współpracę. Pani Annie Strzeleckiej za  przekazaną ogromną wiedzę na start.  A koleżance Dorocie za bardzo  cenne wskazówki! 
Dziękuję
Agnieszka Gazda, 
nauczyciel Przedszkola Słoneczna Chatka w Poznaniu

Praca zdalna – nie tylko w czasie pandemii


Chciałam Was zaprosić do zapoznania się z materiałem, który przygotowała dla Was Maggie Johnson. Powstał on po krótkiej wymianie maili na samym początku pandemii.
Maggie wyraziła zgodę na tłumaczenie i udostępnienie Wam tego artykułu.

Dodam tylko, że ten materiał to jest SUPLEMENT do książki, a nie samodzielny 4 stronicowy kurs „jak pokonać MW”. Musicie wiedzieć czym jest obciążenie komunikacyjne, jakie są etapy swobodnego mówienia itd. Nie oszukujcie się, że da się bez tego. To tylko dodatek na czas izolacji, nauczania zdalnego. Oczywiście można wykorzystywać do pracy na odległość z rodziną, czy znajomymi również w innych okolicznościach. Czekam na Wasze opinie, komentarze. Jeśli coś jest niejasne to pytajcie na grupie wsparcia https://www.facebook.com/groups/malymi.krokami.
Wszystko wyjaśnię lub odeślę do najlepszej książki o mutyzmie wybiórczym.

Dziękuję Alicji Pałac-Nożewskiej za pomoc w tłumaczeniu i pierwsze czytanie. Wybaczcie mi nieco koślawy język. Tłumacz ze mnie żaden.

Dokument możesz pobrać TUTAJ

Wielka zmiana o 180 stopni, czyli jakie są skutki zmiany szkoły dla dziecka z mutyzmem wybiórczym.

Moja córka o imieniu Julia, obecnie ma 8lat i zmaga się z mutyzmem wybiórczym odkąd pamiętam. Niestety zaczęłam być świadomym rodzicem dopiero, gdy Julia miała skończone 6 lat.

Julia poszła do kl‘’0’’ do szkoły, gdyż wówczas uważałam, że zmiana będzie dla niej lepsza. Dużo dzieci odchodziło z przedszkola do szkół, a mając córkę lękową chciałam, aby już w ‘’0’’ mogła zintegrować się z grupą dzieci, z którą byłam przekonana, że przejdzie do klasy I.

Oczywiście moja wiedze wówczas była na poziomie 0, choć problem widziałam i zaczęłam swoją przygodę z psychologami. Tak, dobrze przeczytaliście – liczba mnoga, gdyż chodziłam od psychologa do psychoterapeuty szukając odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie ’’dlaczego moja córka nie rozmawia z osobami dorosłymi?” To było istne szaleństwo różnych terapii od zabawy w piasku po biofeedbecka… Mimo licznych zajęć nawet grupowych z dziećmi nieśmiałymi, czy teatr dla dzieci jąkających się i z mutyzmem wybiórczym efektów brak.

W kl ‘’0’’ córka z dziećmi świetnie funkcjonowała, a wychowawczyni odpowiadała na pytania. Wówczas faktycznie przez  moment uważałam, że może sobie coś uroiłam, jak twierdziła pewna pani psycholog – to ja mam zbyt duże wymagania i  aspiracje wobec mojego dziecka.

Koniec kl. ‘’0’’ przeczytałam z mężem artykuł, gdzie idealnie opis przedstawionego zaburzenia pasował do mojej córki- Hasło ‘’Mutyzm wybiórczy’’ wreszcie dało mi odpowiedź, co dolega mojej córce. Pojechałam na pierwsze szkolenie z logopedą i postanowiłam również zacząć działać w szkole.

W szkole okazało się, że aby Julia została w tej placówce musi przejść egzaminy sprawnościowe. Julia zdała egzaminy do klasy z gimnastyką artystyczną, jako jedna z 3ki dzieci ze swojej 0ki. Reszta musiała odejść. To był szok – znowu zmiana dzieci, jedynie wychowawczyni została ta sama, co mnie trochę uspokoiło. Uzgodniłam z Wychowawczynią, że pod koniec wakacji spotkamy się kilka razy, aby Julia łatwiej wróciła po wakacjach do szkoły. W temacie MW nadal raczkowałam i starałam się moją wiedzę przekazać wychowawczyni.

Odbyło się kilka spotkań, gdzie robiłyśmy drabinę. Teraz wiem, że było tam wiele błędów, ale wówczas wydawało mi się, że jakoś to idzie. Oczywiście po wakacjach zaczął się lęk speracyjny, każde odprowadzenie dziecka kończyło się potokiem łez. Od wychowawczyni, którą zapisałam na webinary do Ani Strzeleckiej (znalazłam grupę Internecie) usłyszałam, że nam pomoże, jak będę miała jakiś papier, nie może tak po prostu pomagać mojej córce.

Do tego Julia w szkole miała 10 godzin treningów gimnastyki artystycznej z Panią, która była dla mnie ‘’PSYCHICZNĄ TERRORYSTKĄ’’ i ciągle się na te dzieci ‘’darła’’. Zupełny brak zrozumienia, totalny ‘’Beton’’. Na pewno znacie takie typy…

Zrozpaczona widząc moje dziecko płaczące codziennie poszłam do Poradni z opinią od wychowawczyni i zaczęłam walkę o kształcenie specjalne, chodź usłyszałam, że nie mam na to szans.

Spotkałam się z Przewodniczącą Komisji przedstawiłam swój punkt widzenia- miała przed sobą obraz matki zrozpaczonej, poszukującej pomocy dla swojego dziecka.

Złożyłam wszelkie dokumenty i się udało. Dostałam KS na pierwszy rok. Niestety zalecenia dostałam tak ogólne, że złożyłam odwołanie do samych zaleceń. Znowu spotkanie z Przewodniczącą Komisji w Poradni i dokładne wypisanie na piśmie, czego oczekuje. Wygrałam!

Szczęśliwa pobiegłam do szkoły złożyć dokument i czekałam podekscytowana na spotkanie z nauczycielami w celu stworzenia IPET-u.

Spotkanie zwołane na 8.00 – stawiła się pedagog, wychowawczyni, trenerka i ja. Usłyszałam wiele słów, ogólnie, że córka sobie bardzo dobrze radzi, pedagog nie ma czasu na takie bzdury, że są dzieci bardziej zaburzone, że jest jeszcze 24 inne dzieci w klasie i że może powinnam córkę zabrać do szkoły specjalnej…. Wyszłam, a raczej wybiegłam ze spotkania zalewając się łzami. Oczywiście IPET, jaki łaskawie wychowawczyni napisała zawierał zajęcia kompensacyjne i spotkanie z psychologiem z poradni raz na dwa tygodnie.

W tym czasie zaczęłam już pracować w terenie z córką, zaczęłam też zapraszać dzieci z klasy. Zorganizowałam urodziny, halloween, gdzie zapraszaliśmy dzieciaki. Córka zaczęła sobie ‘’radzić’’. Na te okoliczności, co miało dziecko zrobić. Z dziećmi zaczęła się integrować, rano przestała płakać, a i treningi przestały być problem. Pomyślałam wówczas, może jakoś się to ułoży. Rok szkolny dobiegał końca, od wychowawczyni słyszałam, że Julka świetnie funkcjonuje: odpowiada na forum, czyta,  trenuje. Teraz, jak na to patrzę to stała się żołnierzykiem, który wykonywał zadania. Bo jakie miała inne wyjście. Ja cały czas pracowałam w terenie, dzieci zapraszałam, do tego słyszałam, że jest świetnie – to uwierzyłam w tą bajkę.

Wychowawczyni ogólnie mnie uspakajała, ale i unikała. Na wszelkie pomysły nawet założenie zeszytu korespondencyjnego usłyszałam, ze jak będzie coś się dziać to mi sama da znać.

Przyszły wakacje- praca w -terenie i liczne sukcesy. Rozpoczął się kolejny rok szkolny- klasa II.

O KS nie złożyłam, bo przecież szkoła i tak zaleceń nierealizowała.

 I jakie było moje zdziwienie (świadczące o mojej głupocie), że historia się powtórzyła- codzienny płacz Julii, że nie chce iść do szkoły. Codzienne histerie przed szkołą i po szkole. Teraz zamiast 10godzin moje dziecko miało 14godzin treningu. Moje dziecko wychodziło o 7.00 wracało przed 17.00.

Horror trwał…Coraz bardziej zaczęłam myśleć o zmianie szkoły. Zaczęłam do tej decyzji dojrzewać. Wówczas byłam już po szkoleniu u Maggie Johnson, miałam książkę ‘’Mutyzm wybiórczy. Kompedium Wiedzy’’, należałam do Fundacji, byłam na webinarach u Ani Strzeleckiej i wiedziałam, że albo biorę sprawy w swoje ręce, albo moje dziecko za parę lat wyląduje w szpitalu psychiatrycznym lub zwyczajnie coś sobie zrobi.

Apogeum było, gdy pewnego dnia pojechaliśmy na halę sportową, gdzie córka w poniedziałki zaczynała treningi, a Julia przed wejściem złożyła ręce, jak do modlitwy i powiedziała ‘’proszę zmień mi szkołę’’. Zapytałam, a co z koleżankami, wszystko będzie nowe…A Julia mamo ok, damy radę.

Zabrałam córkę do domu, a sama pojechałam prosto do szkoły, gdzie miałam informację od innej mamy, że w niej realizują KS, kadra przeszła szkolenie i Jej synowi z mutyzmem wybiórczym  pomagają.

Stanęłam przed Dyrektorem, jako walcząca matka i powiedziałam, że jest moją ostatnią deską ratunku, że wiem, że są wspaniałą szkołą, która jest w stanie pomóc mojemu dziecku, które nie ma już więcej siły być ‘’żołnierzykiem’’.

Jakie było Jego zdziwienie, że z małej, znanej szkoły sportowej, elitarnej, gdzie są tylko po dwie klasy chcę przenieść córkę do wielkiej szkoły, gdzie jest z każdego rocznika po  7klas.

Usłyszałam od Dyrektora najmądrzejszą odpowiedź, jaką mogłam tylko sobie wyobrazić. Powiedział, że nie może mi nic obiecać, ale porozmawia z kadrą i zapyta, który nauczyciel jest w stanie podjąć się pracy z moją córką i zrobi to chętnie.

 Umówiliśmy się, że da mi znać do końca tygodnia. Już po dwóch dniach miałam telefon, abym przyjechała porozmawiać z wychowawczynią, która ma w klasie chłopca z MW, która chce poznać moje oczekiwania.

 Poznałam ciepłą, osobę, która powiedziała wprost, że spróbuje. Ja obiecałam, że będę ją wspierać. Córka już od poniedziałku była w nowej szkole. Oczywiście teraz już wiedziałam krok po kroku, co mam robić. Najpierw byliśmy obejrzeć szkołę. Pierwszego dnia byłam z nią w klasie i prowadziłam zabawy integracyjne. Drugi dzień byłam pod klasą i tak kolejne trzy dni. Rozmawiałam w nauczycielami, byłam z córką najpierw sama na basenie szkolnym, później już z klasą.  Córka od roku chodziła na basen dodatkowy, dlatego świetnie sobie poradziła i nie odbiegała od rówieśników. Złożyłam dokumenty o KS, bez problemu dostałam na kolejne dwa lata. Zaczęłam pracę z koordynatorem, opracowaliśmy plan pracy z Julią. Zapraszałam nowe koleżanki do domu, pracowałam w terenie.

Obecnie zaczął się marzec, a koordynator prowadzi generalizację. Córka zgłasza się na lekcjach, bawi się z większością dzieci, chodzi na świetlice, na tańce dodatkowe w szkole z koleżankami i rano jest uśmiech, a nie łzy. Każdy problem rozwiązujemy na bieżąco, bo wychowawczyni nie traktuje mnie, jak intruza tylko, jak współpracownika i przewodnika.

Skutek zmiany szkoły to szczęśliwe dziecko!
Była to NAJLEPSZA DECYZJA W MOIM ŻYCIU!
Żałuje każdego dnia straconego, każdej wylanej łzy mojego dziecka i tego że łudziłam się, że jakoś to będzie, że Julia sobie radzi…
Ona cierpiała, a ja na to patrzyłam ze swojego tchórzostwa przed zmianą…

Magdalena Kobalczyk, mama Julia 8lat z MW

Łagodna Adaptacja- czyli jak zmieniłam bieg wydarzeń

Wakacje 2019. „Niedługo mój Pierworodny pójdzie do przedszkola. O mój Boże, jak ja to przeżyję? Będzie ciężko! Na pewno będzie ciężko! Będzie płakał, a ja nie dam rady go tam zostawić! „… – Tak brzmiał mój wewnętrzny głos, który tak naprawdę był mieszanką wielu komentarzy, wypowiadanych kiedyś przez osoby postronne,ale i mieszanką moich lęków. Że jak synek jest ze mną w domu do 3 roku życia, to ciężej mu będzie w przedszkolu. Tym bardziej, że jest wrażliwy. Synuś Mamusi.

Ja też czułam to wewnętrznie. Ale coś mi podpowadało, że musi być jakiś sposób, że adaptacja do przedszkola zależy od wielu czynników, ale przede wszystkim od przygotowania do zmiany. Ogromnej zmiany. Ale lęk i tak narastał.

Tak właśnie wyglądały moje ostatnie wakacje. Ogromny lęk. Postanowiłam coś z tym zrobić, żeby mną nie zawładnął. Poradziłam sobie na tamten moment najlepiej jak potrafiłam.

Zaczęłam od wiedzy. Czy jest jakiś inny sposób na adaptację? Żeby przebiegła łagodnie?
Kilka miesięcy wcześniej zakupiłam książkę Agnieszki Stein „Akcja Adaptacja”. Ale mój lęk kazał mi odkładać czytanie. Ból brzucha towarzyszył każdej myśli o tym, żeby zacząć od dziś… Dlatego zaczęłam unikać tematu, aż do momentu, w którym musiałam się tym zająć.

Sierpień. Bóle brzucha nasilały się przy każdym przeczytanym rozdziale, ale z drugiej strony pojawiała się alternatywa. To nie musi wyglądać tak, jak wygląda w wielu przedszkolach. Okazało się, że mam prawo przeprowadzić adaptację na swoich zasadach, jeśli placówka nie proponuje rodzicom łagodnej formy oswajania przedszkola. Zrozumiałam, że adaptacją mogę zarządzać ja. I nie oznaczało to wcale „przeszkadzania” Paniom w wykonaniu ich codziennej pracy.

Wertowałam Internet w poszukiwaniu rzetelnych artykułów, pisanych przez psychologów dziecięcych, specjalistów od self-reg. Znalazłam wiele ciekawych pozycji, dzięki którym mój ból brzucha delikatnie łagodniał. Nie wiedząc jeszcze wtedy o mutyzmie wybiórczym mojego Pierworodnego, małymi krokami rozpracowywałam lęki moje i dziecka.

Kiedy poczułam się w miarę pewnie w teorii, postanowiłam przejść do praktyki. Na spotkaniu z kadrą przedszkola poprosiłam o dzień adaptacyjny, aby dzieci mogły poznać salę, wejść tam z rodzicami, podotykać zabawek i zobaczyć swojego wychowawcę.

To był strzał w dziesiątkę. Synek po tych dwóch godzinach spędzonych w placówce stwierdził pierwszy raz, że chce chodzić do przedszkola.
Ufff. Jeden zero.

Przy każdej okazji robiliśmy zdjęcia okolicy, naszych wycieczek rowerowych i za radą Agnieszki Stein zrobiliśmy z nich „książkę” o naszym przedszkolu. Natrafiłam również na wspaniały kurs online o macierzyństwie, adaptacji i matczynych lękach. Że należy zacząć od siebie. Ten kurs otworzył mi oczy.
Zauważyłam pozytywne strony tej sytuacji. Że będę miała czas na kawę i zabawy z młodszym synkiem. Że będę mogła”odsapnąć”.

Początek września. Brzuch bolał nadal,ale czułam się przygotowana wzorowo. Na pamięć uczyłam się jeszcze 7 zdań, których można użyć, jeśli ktoś będzie próbował wyrwać mi dziecko z rąk. Zrobiłam notatki z książki, żeby móc do nich wracać w każdej chwili. Uprzedziłam też Panią, że będę siedziała w szatni, a Synek będzie zostawał w przedszkolu najpierw godzinę,później dwie. Że małymi krokami przez to przejdziemy. Bez dantejskich scen, które rozgrywają się na początku września w większości przedszkoli.

Synek poradził sobie wspaniale. Pomimo mutyzmu wybiórczego, czyli lęku przez mówieniem do osób spoza swojej strefy komfortu. Dał mi buziaka, „przytulaska”. I wszedł.

Na pewno było to ogromne wyzwanie, ale zaskoczył nas wszystkich swoją odwagą. Byłam dumna z niego, ale przede wszystkim byłam dumna z siebie. Że tak wspaniale się do tego przygotowałam,że przygotowałam dziecko. Zapewnialam go, że będę w szatni i tam byłam.

Mąż któregoś razu powiedział:”Przecież możesz wrócić do domu, nie zauważy”. Ale ja wiedziałam, że to kwestia zaufania. I nie mogę go zawieźć. Po tygodniu Synek sam zaproponował, żebym posiedziała w szatni 10 minut, a później mogę jechać do domu. Aż w końcu został zupełnie sam.

Adaptacja w naszym przypadku trwała około dwóch tygodni.
Przyznam szczerze, że do dziś mam ciarki na plecach, jak przypomnę sobie ten pierwszy dzień. Płacz za drzwiami, przerażenie, że to może być mój kochany, maleńki Synek. Rodzice, którzy zawstydzali dzieci i wbijali je w poczucie winy:”No miałeś przecież wejść! Mówiłeś że zostaniesz! Taki duży i płacze?!”. Nie mogłam tego słuchać… A wystarczyło zaakceptować emocje, nazwać je i zrozumieć, a także zapewnić o swoim wsparciu i powrocie. Albo usiąść w tej szatni jak ja.

Byłam jedyną mamą, która tak robiła. Czułam na sobie wzrok nauczycieli. Kiedyś usłyszałam nawet od jednego z nich, „A to trzeba tak siedzieć?”. „Tak, trzeba”- powiedziałam. Tak trzeba było postąpić.

Pomimo tego, że u mojego Syna po dwóch miesiącach pobytu w przedszkolu zdiagnozowano Mutyzm Wybiórczy, radzi sobie i idzie do przodu. Wiem, że pomogłam mu obniżyć ten lęk własnie na początku, podczas adaptacji. Że teraz, przy terapii małych kroków według Maggie Johnson, zbieramy tego plony, bo idzie nam bardzo dobrze. Ale to znowu moja praca, wiedza, ale i błędy.

I tak do końca świata 😉

Malwina W., Mama A.

Sliding in – jak go nie robić?

Jakiś czas temu trafiły w moje ręce materiały podesłane przez zaniepokojonego rodzica, potem o detale dopytywał zamartwiony brakiem postępów w terapii mutyzmu wybiórczego specjalista. Potem trafiły znowu.
Kiedy zobaczyłam to, co zobaczyłam trudno było mi powiedzieć coś więcej poza wiązanką przekleństw, które Wam oszczędzę. Rozpowszechnianie takich rzeczy powinno być karalne – zgodził sie ze mną inny specjalista. – to wprowadzanie w błąd i przedstawianie techniki „sliding in” w mało rzetelny sposób.

O co chodziło?

W skrótcie: TO NIE JEST OPIS SLIDING IN, ALE CZEGOŚ TAM!

Jak to możliwe?
Wyobraźmy sobie, że chcemy przygotować jakieś wyszukane ciasto lub inne danie. Korzystamy z przepisu, prawda? Bierzemy tyle i tyle mąki, cukru, jajek czy masła. Co jest ważne? Kolejność w jakiej dodajemy składniki, sposób mieszania (urabiamy ręką czy mikserem itd). Część składników ma mieć odpowiednią temperaturę, inne powinny być wcześniej przygotowane np. roztopione masło lub ubite białka.
Taki przepis na sliding in znajduje się w Handout 15 (nieformalny) oraz Handout 16 (formalny) w książce Maggie Johnson i Alison Wintgens „Mutyzm wybiórczy. Kompendium wiedzy” Wydawnictwa Harmonia Universalis.
Jest to przepis przygotowany przez autorytety w dziedzinie mutyzmu wybiórczego. Wiele razy sprawdzony i poprawiany przez ponad 30 lat praktyki.
Jest on bardzo prezyzyjny, ale wymaga uważności i dopasowania do warunków i możliwości dziecka. Autorki często proszą, aby przyśpieszać lub zwalniać zależnie od tego jak dobrze radzi sobie dziecko, czy głos jest mocny czy słabnie. Należy mieć wiedzę o obciążeniu komunikacyjnym, ośmiu etapach swobodnego mówienia oraz wielowymiarowym modelu swobodnego mówienia.

A jaki przepis dostał specjalista szkoleniu o mutyzmie wybióczym? Weź wszystko, wymieszaj i tyle. Jaka jest szansa na powodzenie? Bliska zeru pewnie…

No to może wyjaśnię te błędy, które miałam okazję zobaczyć. Odniosę się tylko do jednego akapitu, bo do reszty…
Sliding in został w notatkach ze szkolenia opisany kilkoma zdaniami bez podania bibliografii! Wow! Nie dziwię się, że po takim „przeszkoleniu” wszystko stoi w miejscu.

Na początku było tak:

„Wprowadzamy do klasy rodzica lub nauczyciela z którym dziecko nawiązało więź i swobodnie sie komunikuje”

To nigdy w życiu nie jest początkiem sliding-in. Zanim zaczniemy, dziecko musi być wprowadzone w temat, wyjaśnić trzeba mu zasady pracy oraz system rejestracji osiągniętych sukcesów (drabiny, tabelki, schodki, domki, rakiety). Chyba, że autorowi chodziło o sliding in nieformalny? Wtedy faktycznie nie trzeba ustalać jak zapisujemy cele. Jednak w takim przypadku dalszy opis jest jeszcze większym bublem.

Sliding in (formalny i nieformalny) to proces oswajania lęku dziecka początkowo z obecnością nowej osoby (stworzenie pomostu komunikacyjnego i przejście z etapu 3 do etapu czwartego swobodnego mówienia – dodam, że w notatkach, które widziałam 10 etapów pochodzi z nieaktualnej już pierwszej edycji wspomnianego wyżej podręcznika).

I na tym kończą się podobieństwa, dalej są już tylko różnice.

„W początkowym okresie nowa osoba znajduje się w takiej odległości od dziecka, aby to mogło nadal swobodnie się komunikować”

Nic bardziej błędnego. Ustalamy cel i zapisujemy go. Ustalamy dokładnie co dziecko będzie robić i gdzie bedzie znajdować się nowa, wprowadzana osoba. Zadania dla dziecka muszę być na niskim obciążeniu komunikacyjnym, czyli to nie ma być swobodna komunikacja z partnerem rozmowy!!!
Jeśli to miało być o nieformalnym to też źle. W Handout 15 jest to dokładnie opisane: rodzic i dziecko bawią się w zakątku lub odrębnym pomieszeniu w miejscu w którym nikt im nie przeszkadza. Drzwi mogą być lekko uchylone lub zamknięte. Jak dziecko czuje się komfortowo przechodzimy do kolejnego kroku. Jeśli drzwi będą zamknięte rodzic MUSI poinformować dziecko, że nauczycie wejdzie na chwilę po coś z biurka, ale nie bedzie im przeszkadzać. Jeśli po wejściu nauczyciela dziecko nadal mówi – może on zostać dłużej i zająć się np. układaniem papierów. Jeśli dziecko milknie – musi oddalić się.

„Stopniowo przybliża się do dziecka, ale tak by dziecko nadal czuło się komfortowo”

Teraz nie wiadomo o który sliding in chodzi. Jeśli nieformalny to prawie dobrze. Brakuje tylko detali, które są istotne (powyżej o części z nich wspomniałam). Jeśli to miałobyć o formalnym sliding in, to wszystko wygląda zupełnie inaczej i nie dziwi mnie, że to nie idzie.
W formalnym ważne jest to co robi dziecko (jakie ma zadania) i jak zmienia się położenie nauczyciela oraz moment w którym może dołączyć do wspólnego mówienia.
Powaznie – przeczytajcie handout 16 i zobaczycie, że ten opis to nic innego jak „wrzuć wszystkie składniki i wymieszaj”. Tak może wyjdą Wam naleśniki, ale nie biszkopt.

„taką samą drogę musi przejść koleżanka z klasy czy przedszkola”

Czyli jednak jest to misz-masz techniki formalnej i nieformalnej. W dodatku błędnie przedstawiony, bo dzieci wprowadzać można w trakcie nieco służszych sesji, oswajajać dziecko najpierw z jednym, potem z kolejnym dzieckiem (korzystając z dodatku A na płycie CD, pamiętająć, aby zaczynać od prostych gier i zabaw, ale dążyć do pełnej swobody). Starsze dzieci mogą być wprowadzane bardziej ustrukturyzowanymi krokami, ale ktoś z Was wyobraża sobie 5 latka – równieśnika, który zaczyna sliding in od stania za drzwiami? Ludzie!

A co robimy kiedy nasz dzielny 5 latek wchodzi zza drzwi?

„w międzyczasie proponujemy dziecku różne zabawy stopniując poziom trudności (od odpowiedzi niewerbalnych przez onomatopeje, sylaby, wyrazy, wyrażenia wreszcie zdania)”.

Niestety to nie jest opis sliding in, ale techniki zwanej modelowaniem. Coś sie komuś nie pierwszy raz pomyliło…. W modelowaniu nie bierze udziału osoba z którą dziecko rozmawia (np. rodzic, nauczyciel).

Dalej prawidłowo jest wskazane, aby kolejnym etapem było wprowadzanie kolejnych dzieci jednak nie dając odpowiedniej bibliografii to tak jakbysmy kazali ciasto wstawić do piekarnika, którego nie potrafimy obsługiwać i nie wiemy jak ustawić odpowiednią temperaturę. Szansa, że uda nam się odpowiednio ustawić jest znikoma…

No i tak – drogi rodzicu, nauczycielu, specjalisto!
Czy pieczesz ciasto, czy robisz sliding in formany lub nieformalny – MUSISZ korzystać z przepisu. Oczywiście jeśli jesteś już ekspertem możesz pozwalać sobie na modyfikacje i robienie „na oko”, ale kiedy zaczynasz – sięgnij po książkę Maggie Johnson i Alison Wintgens i pracuje prawidłowo, a nie byle jak.




9 seria webinariów

Webinar 1 z 6

„Mutyzm wybiórczy jako zaburzenie lękowe.”

Zapraszam wszystkich zainteresowanych kompleksowym szkoleniem dotyczącym mutyzmu wybiórczego.
Webinarium przeznaczone jest dla rodziców dzieci z mutyzmem wybiórczym, ale od kilku lat biorą w nim udział również nauczyciele, logopedzi i psycholodzy, którzy chcą zdobyć wiedzę o tym zaburzeniu./
Pierwsze webinarium jest bardzo wazne ponieważ zawiera istotne podstawy teoretyczne do dalszych rozważań. Aby pomóc dziecku pokonać mutyzm wybiórczy najpierw musimy dokładnie zrozumieć zaburzenie i dowiedzieć się jakie możliwości pomocy dziecku istnieją w przedszkolu i szkole. 

W tym webinarium dodatkowo przedstawię dokładnie procedury od diagnozy do otrzymania orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego, opinii o wczesnym wspomaganiu rozwoju dziecka oraz opinii psychologiczno-pedagogicznej zgodnie z obowiązującymi rozporządzeniami.

Każdy uczestnik webinarium otrzyma certyfikat oraz dostęp do nagrania webinarium przez 7 dni.

Cała seria webinariów jest szkoleniem modułowym. Plan szkoleń jest tak przygotowany, że kolejne webinaria bazują na poprzednich dlatego najkorzystniej jest brać udział w całej serii w kolejności od pierwszego do ostatniego. Zostawiam jednak możliwość dołączenia do pojedynczych wydarzeń osobom, które chcą utrwalić, powtórzyć lub usystematyzować wiedzę.

Zapraszam na kolejne wydarzenia, które można śledzić na mojej stronie: http://annastrzelecka.clickmeeting.pl

Oswajanie…

Od wczoraj mieszka z nami 11 tygodniowa kotka – dachowiec.  Została przygarnięta do adopcji. Braliśmy ją w ciemno – powiedziałam, ze zwierzę to nie mebel i co dostaniemy, to pokochamy jak własne. Nie chciałam wybierać.

Kiedy przyjechała do nas wczoraj razem z Suzan, która z ramienia organizacji podpisywała z nami umowę o adopcji, zostałam poinstruowana jak mam ją karmić, dbać o sierść i kiedy wykonać kolejne szczepienie.

Następnie padło pytanie czy są w domu inne zwierzęta? Oczywiście powiedziałam – mamy jeszcze psa Golden Retrievera.
Suzan zaczęła mi opowiadać o tym jak mam oswoić psa i kota, ale zanim się rozkręciła na dobre to powiedziałam, ze ja wiem jak to robić.
Zaciekawiona spytała – a skąd Ty to wiesz? No i tutaj zaczęłam mój wykład pt. „Mutyzm wybiórczy jako zaburzenie lękowe”. Suzan od razu zauważyła w swoim otoczeniu takie dzieci i powiedziała: a ja myślałam, że to nieśmiałość, ale on się nigdy do nikogo w szkole nie odezwał…

Suzan zwróciła sie wtedy do kotki: „słuchaj, zostajesz w rękach eksperta. Nic tu po mnie. Jestem spokojna, że będziesz w dobrym domu. Bądź grzeczna i nie przynieś mi wstydu.”

Dzieci nie wiedziały nic o nowym kocie, wiec kiedy wczoraj wróciły ze szkoły radości nie było końca. Myślę, ze ten kot w sposób pozytywny wpłynie na nasze życie. Takie zmiany są dobre 🙂

Oswajanie nadal trwa 😀 Pojęcia nie macie jak M (11,wxMW) rozumie lęk kotki przed psem i jak dobrze wie, jak trzeba im pomóc oswoić się – kroczek po kroczku.

PS Nadal jest bezimienna!

Ogólnopolska Konferencja „Zagubione w milczeniu”

30 listopada 2018 roku brałam udział jako prelegent w Ogólnopolskiej Konferencji „Zagubione w milczeniu”. Kiedy kilka tygodni wcześniej otrzymałam zaproszenie do udziału w konferencji i zobaczyłam kto ma występować tego samego dnia mój mąż powiedział żartobliwie: chociaż się ładnie ubierz :). Oczywiście miał na myśli to, że nie mam przed nazwiskiem ani jednej litery, a niektóre z wymienionych osób miały ich całe mnówstwo.

Pomyślałam, ze skupię sie w moim wystąpieniu na tak bardzo słabo rozumianym: aspekcie lęku. Zrozumienia, że mutyzm wybiórczy to zaburzenie lękowe i tak jest klasyfiowane w najnowszej klasyfikacji DSM 5 (a ja jako mama wiem, co to jest).
Moje dziecko pokonało mutyzm wybiórczy, kiedy przestała bać się mówić. Wiem, ze w Polsce (i na całym świecie) jest bardzo dużo mitów o tym zaburzeniu. Teraz już wiem z czego one wynikają, a wszystko rozpoczęło się tuż po wykładzie Pani doktor (lek,med.) Joanny Boroń-Zyss.
Wykład pani psychiatry (specjalisty psychiatrii dzieci i młodzieży) wyjaśnił dobrze uczestnikom jak powinien wyglądać proces diagnozy i na czym powinna polegać terapia mutyzmu wybiórczego. Cieszyłam się bo wykład zgadzał się z tym o czym czytałam w podręcznikach anglojęzycznych.

Na uwagę zasługują jeszcze dwa wykłady Pani Alicji  Iwanowskiej oraz Pani Barbary Jedynak.
Pani Basia ujęła moje serce przyznaniem się do wielu błędów, które popełniła, co tylko pokazuje jak bardzo konieczne jest szerzenie rzetelnej wiedzy. Pokazuje również jej pokorę i zdolność do refleksji, która często nie idzie w parze ze snobizmem specjalistów.
Pani Alicja pokazała jak pracuje z dziećmi i widać było, że robi to rewelacyjnie, jak prawdziwy specjalista z ogromną pasją.

Wykłady rodziców były wzruszające i ich odbiór był bardzo dobry.
Ja skupiłam się na mitach, ale nie spodziewałam się, że będę obalać mity przedstawiane na wcześniejszych sesjach.

Życzę sobie, aby w przyszłości było więcej takich wydarzeń, bo pokazują one jak poziom wiedzy naukowej ma się do praktyki i moim zdaniem praktyka wyprzedza wiedzę naukową w Polsce przynajmniej o 3 dekady….

Dziękuję wszystkim, których spotkałam. Stworzyliście super atmosferę i mam nadzieję, ze takie wydarzenie powtórzy się szybko.

Ogromne wyrazy uznania dla organizatorów tego wydarzenia. Wydawnictwo Edukacyjne stanęło na wysokości zadania.